WZMACNIASZ CZY OSŁABIASZ SWOJE DZIECKO?

O mocy błogosławieństwa i przekleństwa w wychowaniu.

W wychowaniu dzieci podkreśla się doniosłe znaczenie słów, jakimi się do nich zwracamy. Umiejętna komunikacja z dzieckiem sprawia, że czuje się ono zrozumiane, docenione, motywowane do działania, rośnie  jego poczucie własnej wartości.

Jest też nieumiejętna komunikacja, która może wymuszać na dziecku pożądane działania, lecz nie ma ono poczucia akceptacji i  zrozumienia,  czuje się poniżone, krytykowane, co osłabia jego poczucie własnej wartości.

Uznane autorki i matki Adele Faber i Elaine Mazlish,  w cyklu książek
o wychowaniu, kierują się mottem swojego nauczyciela Haima Ginotta  – „ Sposób, w jaki rodzice i nauczyciele mówią do dziecka, informuje dziecko, co do niego czują. Ich stwierdzenia mają wpływ na jego szacunek do samego siebie i poczucie własnej wartości.
W dużym stopniu język rodziców determinuje przeznaczenie dziecka
”.

Autorki omawiają również  skuteczne i wspierające sposoby komunikacji między rodzicami
i dziećmi.  Ich książki należą do dziedziny psychologii  i pedagogiki, jednak w swej istocie dotyczą  duchowości człowieka rozumianej jako docenianie  i rozwijanie wartości ludzkich.

Kiedy słuchamy nauk biblijnych, teologicznych, możemy usłyszeć, że wypowiadane słowa  mogą mieć moc błogosławieństwa albo też moc przekleństwa. Dotyczy to różnych sytuacji opisanych w Biblii.   W Księdze Przysłów czytamy – „ Życie i śmierć są w mocy języka, jak kto go lubi używać, taki spożyje zeń owoc”(Prz 18, 21)

  Okazuje się więc, że błogosławieństwa i przekleństwa są znacznie bliższe naszemu codziennemu życiu w rodzinach, niż może nam się to wydawać. Jest bowiem tak, że –
z duchowego, chrześcijańskiego punktu widzenia  – słowa, jakie wypowiadamy do naszych dzieci, mogą mieć znaczenie błogosławieństwa, albo znaczenie przekleństwa.  Nasza postawa, jaką mamy wobec dzieci, innych członków rodziny – czyli  sposób myślenia, odczuwania, nasze zachowanie, słowa, które wypowiadamy, a czasami wykrzykujemy – mogą mieć znaczenie, charakter  błogosławieństwa, albo przekleństwa.

W naukach, wykładach  teologów chrześcijańskich  na temat błogosławieństwa
i przekleństwa, można dowiedzieć się szczegółowo, czym one są, jakie są biblijne przykłady błogosławienia i przeklinania, a także jak to wygląda współcześnie.

Przystępnie  i interesująco  ksiądz Zbigniew Wądrzyk z Gdańskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji  opisuje,  w jaki sposób rodzice  wobec dzieci swoją postawą (myśleniem, odczuwaniem, zachowaniem, słowami} przekazują im moc błogosławieństwa, a w jaki sposób  oddziaływania  wychowawcze mają wymowę  przekleństwa.  Wzmacniający
i osłabiający wpływ na dziecko różnych postaw rodzicielskich opisywany jest również przez Adele Faber i Elaine Mazlish.

 

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO                       PRZEKLEŃSTWO

afirmacja życia                                            odrzucenie życia

dobrze że jesteś                                           szkoda że jesteś

akceptacja                                                    odtrącenie

wyniesienie, docenienie, pochwały             poniżenie, obojętność

dostępność, otwartość                                skrytość, zamknięcie

współodczuwanie, empatia                        obojętność, nieczułość

współdziałanie, współpraca                       unikanie

przebaczanie                                              rozliczanie, rygoryzm

przyznanie rozumnej swobody                  nadmierne ochranianie, nadopiekuńczość

określenie granic                                        brak granic, nadmierne wymagania

wspieranie wszechstronnego rozwoju       etykietkowanie,  klasyfikowanie

przytulanie, serdeczny dotyk                     dystans,  zły dotyk

życie                                                          śmierć

 

Przeanalizujmy znaczenie przytoczonych powyżej,  przeciwstawnych  sobie postaw ludzkich, rodzicielskich, wychowawczych, które są nośnikami błogosławieństwa, a także przekleństwa.

 

 

Postawy  rodzicielskie, wychowawcze wobec dzieci,  które mają moc BŁOGOSŁAWIENIA

                 Istotą błogosławieństwa jest afirmacja życia, czyli zgoda na życie, uznanie, że ono jest dobre. Postawa afirmacji życia wobec dziecka w rodzinie uwidacznia się jeszcze przed jego poczęciem, w trakcie ciąży, po urodzeniu dziecka. Oczekiwanym i chcianym dzieciom błogosławieństwo rodziców towarzyszy od początku.  Bywa, że dzieci poczynają się wbrew planom rodzicielskim, i jest to wyzwanie dla rodziców, aby zaakceptować ich przyjście na świat. Czasami problemem dla rodziców jest płeć dziecka, niezgodna z oczekiwaniami, pragnieniami.  Postawy mogą ulegać zmianom, więc  nawet jeśli taka sytuacja jest na początku trudna dla rodziny, budzi opór,  to chrześcijańscy  rodzice wiedzą, że w Boskim planie ich dziecko jest mile widziane, chciane, oczekiwane. Okażą mądrość, dojrzałość ufając Bogu i otwierając swoje serca świadomą decyzją, aby przyjąć dziecko, uznać je za  boski dar, być może kolejny, choć wydawało im się, że mają już wystarczającą ilość dzieci.

Tak więc można powiedzieć o dziecku, ale też i o żonie, mężu – dobrze, że jesteś – jest to najprostsze błogosławieństwo, jakie możemy wypowiedzieć. To znaczy, że całym swoim sercem cieszę się, że jesteś. „To jest mój syn !”-chwali się ojciec. „ To jest moja córka !” mówi dumnie mama. To szczęście słyszeć takie słowa, płynące głęboko z serca rodzica, one mają ogromne znaczenia dla poczucia własnej wartości dziecka, budują więź w rodzinie, poczucie bezpieczeństwa, przynależności.

            Akceptacja to przyjęcie dziecka takim, jakie ono jest, z jego wyglądem, usposobieniem, intelektem, zaletami i wadami. Okazywanie mu miłości i troski
o zaspokojenie jego potrzeb. Dziecko czuje, że jest chciane, ważne dla rodziców, co daje mu zadowolone ze swego istnienia, poczucie własnej wartości, więzi z rodzicami,  rozwija uczuciowość,  ciekawość poznawania świata, odwagę.

Kolejnym wyrazem błogosławieństwa jest docenianie drugiego człowieka, takie wyniesienie. Tutaj rodzice, którzy błogosławią  swoje dzieci robią to w spontaniczny sposób, nawet nie do końca świadomi, że to ma znaczenie błogosławienia –  biorą na ręce, podnoszą ponad głowę,  uśmiechają się serdecznie do dziecka, niejako wywyższają je z dumą.

To może być wyniesienie w postaci  chwalenia się tym dzieckiem, jego osiągnieciami  przed innymi, czy też właśnie taka radość z jego sukcesów, że osiągnęło coś w szkole, w sporcie, czy w innych dziedzinach, więc również docenienie.  Mówienie pochwał,  najlepiej
w opisowy sposób „widzę  poukładane zabawki na półce,  śmieci z dywanu są w koszu, przyjemnie wejść do takiego pokoju”.  „zrobiłaś laleczkę z plasteliny i ozdobiłaś  wstążeczką, to się nazywa pomysłowość!  „przyjemnie mi patrzeć, jak samodzielnie wybierasz potrzebne przybory szkolne  do koszyka”. Docenienie dziecka przez rodzica, ojca, matkę (szczególnie ojca) ma dla niego wielką wartość, jest błogosławieństwem.

Błogosławieństwo wyraża się również poprzez dostępność. Osoba, która w sercu swoim błogosławi drugiego człowieka jest otwarta na niego, jest dostępna, czy odbiera telefony, chętnie zaprasza na kawę, herbatę, można porozmawiać z nią, ja wiem, że mogę przyjść do mojego ojca, ja wiem, że mogę przyjść do mojej matki. Rodzice czy wychowawcy mają czas dla dziecka, a jeśli w danym momencie są bardzo zajęci, informują o tym dziecko, przekładając rozmowę ma możliwie najbliższy czas. Jeśli dziecko jest wzburzone emocjonalnie, pilnie potrzebuje uwagi rodzica, wtedy warto odłożyć swoje czynności i dać uwagę dziecku. W takich niewygodnych dla rodzica sytuacjach, kiedy – można tak powiedzieć – poświęca się dla dziecka, zyskuje coś niezwykle cennego – zaufanie swojego dziecka, że na rodzica można liczyć,  że rodzic rozumie, przychodzi z pomocą
w najtrudniejszych momentach, jest obecny. Dzieci tak traktowane w dzieciństwie, w wieku dorastania będą chętne do opowiadania rodzicom o swoich sprawach, i dzięki temu możliwy będzie do uniknięcia młodzieńczy bunt związany z różnicą pokoleń.

Trudnym sytuacjom, jakie przeżywa dziecko, towarzyszą najczęściej silne, niewygodne uczucia, emocje jakich doznaje i wtedy rodzic swoje błogosławieństwo może wyrazić poprzez empatię czyli współodczuwanie. Empatia jest podstawową umiejętnością w komunikacji z dzieckiem, w ogóle w komunikacji z drugim człowiekiem. Jest to umiejętność uważnego wysłuchania, wczucia się w emocje, jakie towarzyszą dziecku, osobie, która do nas mówi, i wypowiedzenie przez nas informacji zwrotnej, która nazywa te emocje, stan uczuć dziecka. Nawet, jeśli nie rozpoznamy wstępnie dobrze tych uczuć, emocji, to dziecko nas poprawi, sprostuje, czy dopowie jeszcze cos nowego, lecz rozmowa będzie trwała, dziecko doceni nasze starania, aby je zrozumieć. Postawa empatii jaką przybiera rodzic, wychowawca, uwalnia dziecko od napięcia emocjonalnego, wyzwala chęć dzielenia się przeżyciami, ponieważ stwarza bezpieczną dla dziecka przestrzeń akceptacji rodzica, nawet jeśli dziecko wyraża trudne dla rodzica treści, nawet w agresywnym tonie.  Rodzic, który w sposób świadomy chce błogosławić swojemu dziecku, ma siłę i umiejętność przetrwania takiego naporu emocjonalnego ze strony dziecka, ponieważ wie, że te uczucia, emocje są przemijające, rozładowują się. A kiedy dziecko już je wyrazi, ujawni, odczuje ulgę, że rodzic go nie ocenia, nie krytykuje, nie odrzuca, nie daje mu rad. Wtedy dziecko odzyskuje umiejętność trzeźwego myślenia, znajduje siłę i odwagę samodzielnego rozeznawania swojej sytuacji, by pomóc samemu sobie, wymyśleć swoje rozwiązania, podjąć swoje decyzje np. czy dalej bawić się z bratem po kłótni, albo pożyczyć koleżance zeszyt, choć ostatnim razem nie oddała go w terminie. Okazanie empatii drugiej osobie, dziecku jest dla niego cennym, błogosławionym darem, umożliwiającym mu nawiązanie kontaktu z samym sobą, ze swoim uczuciami, z poziomu serca, oczyszczenie się wewnętrzne, wyciszenie. Dzięki temu dziecko odzyskuje swoją delikatność, niewinność, naturalne dobro – metafizycznie można by było określić, że jest najgłębsza płaszczyzna umożliwiającą kontakt z Bogiem, z Życiem – i to daje mu siłę i wgląd w podejmowaniu dalszych działań. Gdy uspokajają się emocje wówczas rozum zaczyna spokojnie, dobrze pracować. Rodzicowi pozostaje cieszyć się, że swoją empatyczną postawą pomógł dziecku przeżyć trudną sytuację. Czasami warto jeszcze dziecku  pomóc w realizacji konkretnych działań.  Może się zdarzyć, że pomysły, jakie wygenerowało dziecko nie są realistyczne, wtedy warto jeszcze raz, tym razem na spokojnie, przedyskutować z dzieckiem daną sytuację, najlepiej metodą wspólnego rozwiązywania problemów.

                      Współdziałanie z dzieckiem  to zainteresowanie rodziców tym, co robi dziecko
i dopuszczanie, angażowanie dziecka w to, co robią rodzice, na miarę jego możliwości.

Dziecko ma prawo wyrażać swoje opinie, prośby, uczestniczy w planowaniu różnych zakupów, wyboru sposobów spędzania czasu, wakacji. Czuje się ważne, potrzebne
w rodzinie, uczy się odpowiedzialności.                .

Błogosławieństwo rodziców, wychowawców wyraża się poprzez postawę przebaczania.  Jeżeli  z serca kogoś błogosławię to mu przebaczam.  Nawet jeżeli dziecko zrobi coś bardzo przykrego, co rodzica zrani, zaboli, to właściwe jest okazanie swoich niewygodnych uczuć, co może wzbudzić w dziecku naturalne poczucia winy, że źle zrobiło.
Dobrze jest jeśli dziecko odczuje na sobie konsekwencje swoich wyborów. Warto też umożliwić dziecku dokonanie zadośćuczynienia za wyrządzone przez niego straty lub krzywdę.  Nie można jednak zostawiać zbyt długo dziecka z poczuciem winy, niejako brać odwet na nim za swoje zranione uczucia, karać go odrzuceniem, czy milczeniem, ponieważ taka postawa jest odbierana przez dziecko jako wroga i niczemu dobremu nie służy. Dziecko czuje się odrzucone, niekochane i zamiast koncentrować się na swoim niewłaściwym zachowaniu i sposobie naprawienia go, koncentruje się na swoich niewygodnych, nowych uczuciach, powstałych na skutek kary wymierzanej przez rodzica.  W taki sposób mogą powstawać urazy, które obciążają delikatną psychikę dziecka, tworząc niekorzystne psychiczne mechanizmy obronne. Dziecku dobrze jest wytłumaczyć, jak jego niewłaściwe postępowanie wpływa na nas, na otoczenie, ustalić granice, stosować konsekwencje, kiedy je przekracza.  i wybaczać dziecku, że robi błędy. „Niechaj słońce nie zachodzi nad waszym gniewem” (Ef 4, 26). Jeśli dzień przyniósł takie sytuacje i rodzic potrzebował ochłonąć z trudnych do przeżywania emocji wygenerowanych postepowaniem dziecka, kiedy się ten dzień kończy i dziecko idzie spać, warto okazać mu gesty czy słowa pojednania, przebaczenia. Poprawić kołderkę, podać coś do picia, poczytać książkę, powiedzieć dobranoc, zapytać o jutrzejsze plany, czy samopoczucie, w miękkim, przyjaznym tonie.

Przyznanie rozumnej swobody. Rodzice stwarzają dziecku możliwości do realizowania właściwych dla jego wieku zadań rozwojowych. Pomagają dziecku w rozwijaniu samodzielności, stwarzają okazję, w których dziecko może jej się uczyć. Jest to związane
z pewnym ryzykiem dla rodzica, ponieważ dziecko może coś w domu zniszczyć, zbić, uszkodzić, kiedy angażuje się w prace domowe, albo narazić się na ból, rozczarowanie, kiedy źle wybiera przyjaciół, lub niewłaściwie inwestuje swój czas, czy uzbierane pieniądze. Wtedy rodzice pomagają dziecku przezwyciężyć kryzys, przyjąć trudną lekcję od życia, wiedząc, że dziecko musi nauczyć się pokonywać trudności, aby osiągnąć dojrzałość i samodzielność. Lepiej aby uczyło się mogąc liczyć na wsparcie rodziców, niż wyrastało w zależności od rodziców, którzy je wyręczają, ukierunkowują, decydują za niego wiedząc lepiej , co jest dla dziecka nawet dorastającego, najlepsze, ponieważ takiemu dziecku bardzo trudno będzie wziąć pełną odpowiedzialność za siebie w dorosłym życiu.

            Określenie granic. Kochający rodzice pozwalają na samodzielność, lecz również
w sposób jasny i konkretny wyznaczają granice dziecku, tak, aby była w rodzinie jasno określona hierarchia wartości, istnienie stabilnych zasad, dzięki czemu dziecko postrzega i odczuwa świat wokół siebie jako przyjazny, uporządkowany i przewidywalny. Dziecko czuje się bezpiecznie, gdy ma jasno określone granice i gdy wie, które zachowania są akceptowalne, a które nie, i że przekraczanie granic pociąga za sobą niezgodę rodziców,
a także konsekwencje, czy konieczność zadośćuczynienia. Może okazywać niezadowolenie czy nawet bunt, jednak warto, aby rodzice wykazali konsekwentną, cierpliwą i jasną postawę, ponieważ jest to najlepszy sposób, by kształtować charakter dziecka w duchu szacunku dla wartości, zasad, więzi z rodzicami, umiejętnego współżycia z ludźmi. Może się też zdarzyć, kiedy dziecko rośnie,  zmieniają się okoliczności życia,  że potrzebna jest zmiana, rozszerzenie, przesunięcie granic,  i wtedy trzeba, aby rodzic otworzył się na nowe sytuacje.

Dziecko wychowywane w rodzinie, która umie stawiać i egzekwować poszanowanie granic ma poczucie bezpieczeństwa, umie zachować się właściwie wśród innych ludzi, w szkole, jest asertywne, odporne na presję rówieśniczą, umie odróżnić dobro od zła. Zakazy i nakazy uczą dzieci, jak żyć, dlatego stawianie granic przez rodziców jest formą błogosławienia dzieci.

Rodzice błogosławią swoim dzieciom poprzez  wspieranie ich wszechstronnego rozwoju. Każde dziecko to indywidualność, że swoimi talentami, umiejętnościami, predyspozycjami. Także ze swoimi słabościami, nieumiejętnościami, brakami. Rodzic błogosławiący dziecku ufa, że w odpowiednim czasie i we właściwy sobie sposób odkryte zostaną wszystkie potrzebne dziecku do samodzielnego funkcjonowania talenty
i umiejętności. I że mogą one być inne, niż oczekiwania, czy marzenia rodziców. A błędy, czy nieumiejętności dziecka nie umniejszają jego wartości istoty ludzkiej i dziecka Bożego.

Z takim nastawieniem rodzice wspierają dziecko we wszystkich pozytywnych działaniach,
w domu, w nauce szkolnej, w rozwoju zainteresowań. Zachęcają, towarzyszą, jeśli trzeba, okazują zaufanie, cierpliwość. Inwestują w dziecko pieniądze. Dają mu swój czas i uwagę. Wzmacniają wysiłki i starania dziecka, okazują wiarę w niego, optymizm, ale też uczą przegrywać, rezygnować z rzeczy nieosiągalnych, przeżywać niepowodzenia bez obwiniania, jako naturalne doświadczenie życiowe.  Dzięki takiej postawie rodziców jest możliwe kształtowanie u dziecka zdrowego, stabilnego poczucia własnej wartości, które jest bezcennym posagiem, w  jaki można wyposażyć dziecko na dorosłe życie.

            Serdeczne, czułe dotykanie, pieszczoty są bardzo ważnym sposobem komunikacji rodziców z dzieckiem. Przytulanie, uściski, głaskanie, masaże, poklepywanie po ramieniu, trzymanie za ręce, objęcia sprawiają, że  dziecko czuje się  kochane, czuje się bezpieczne, wycisza się, jest ufne, buduje się poczucie więzi z rodzicami.

Kiedy przyjrzymy się naturze błogosławieństwa, to widzimy, że płynie z niego głębokie życie, że osoby błogosławione  chcą żyć, bo właśnie istotą błogosławieństwa jest afirmacja życia.  Są do życia dobrze przygotowane przez rodziców, wychowawców. Szanują siebie, innych, życie, Boga.  Mają stabilne, realistyczne poczucie własnej wartości. Napotykane w życiu trudności, przeszkody  pokonują, i znajdują w sobie siły i odwagę, by żyć z godnością, rozwijać się, brać odpowiedzialność za siebie i swoje zobowiązania.
I dlatego właśnie błogosławieństwo  jest w efekcie zestawione ze słowem  – życie.

Błogosławieństwo – pisze  Neal Lozano – oznacza danie komuś wiary we własne siły, umocnienie go tak, by odnosił sukcesy i pomyślnie się rozwijał…. Błogosławić to znaczy mówić o kimś dobrze, życzyć mu pomyślności… Błogosławieństwo to chleb, którego potrzebujemy na drogę życia”

            Błogosławieństwo to jest decyzja, to nie są uczucia. Każdy człowiek decyduje, czy chce błogosławić, czy przeklinać, złorzeczyć. Jest to akt woli. Jeśli rodzic przeżywa różne trudności w kontakcie z dzieckiem,  również dorosłym dzieckiem, lecz szczerze je kocha
i chce jego dobra, to mimo tych trudności podejmuje decyzję codziennego błogosławienia dziecka z serca, nawet na odległość, nawet wbrew niewygodnym uczuciom, jakie odczuwa do dziecka. Decyzja, aby dobrze życzyć swojemu dziecku, błogosławić je,  ma moc uzdrawiania: rodzica, dziecka, ich wzajemnej relacji. Jeżeli  rodzic decyduje się tę relację  oddać Bogu, to Bóg w tej rodzicielskiej decyzji znajduje przyzwolenie, by działać, by udzielać łask, by uzdrawiać.

Ksiądz Zbigniew Wądrzyk mówi: „Błogosławieństwo to jest decyzja. Tutaj nie można się zasłaniać jakimiś strasznymi ranami serca,  że ktoś mi straszną krzywdę zrobił
i teraz nie mogę mu błogosławić. To, że nie możesz, to nie jest prawda, nie chcesz – to jest prawda. To jest prawda, ponieważ błogosławienie i przeklinanie to jest decyzja.

<Kładę przed tobą życie i śmierć,  błogosławieństwo i przekleństwo,  wybieraj życie> – mówi Pan. Bo to jest twój wybór. To nie jest coś, co jest ponad tobą. Możesz, przy pomocy łaski Bożej, przy pomocy miłości Chrystusa Ukrzyżowanego, pobłogosławić z serca nawet tego, kto ci zło uczynił.  I tutaj wiele tekstów Ewangelii, przychodzi nam z pomocą, aby to jeszcze bardziej stało się jasne. W Ewangelii  św. Łukasza czytamy w 6 rozdziale – <Lecz powiadam wam, którzy słuchacie, miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, Błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają>(Łk  6, 27,28).  To jest takie piękne i takie prawdziwe, bo człowiek jest zdolny do tego by błogosławić tym, którzy go przeklinają,  by z serca życzyć dobrze człowiekowi, który czyni mi zło. To się w mocy Ducha Świętego może dokonać. jeśli ja będę chciał.

Jeśli ja będę chciał iść za Jezusem, być uczniem Jezusa i otworzyć się na tą potężną moc Ducha Świętego, który wciąż błogosławi.”

 

Postawy  rodzicielskie, wychowawcze wobec dzieci, które mają moc PRZEKLINANIA

            Istota przekleństwa jest odrzucenie życia, czyli brak zgody na życie, uznanie, że jest ono niepożądane, niemile widziane. Chociaż rodzice przyjmują rozumem, że dziecko się poczęło, przyjdzie na świat, to nie są w stanie odczuć sercem zgody na przyjęcie nowego życia. Mają żal, może pretensje, do siebie, że nie ustrzegli się przed poczęciem, nie wykazali właściwej samokontroli, ponieważ sobie przypisują moc stwarzania życia. Mogą mieć też pretensje do Pana Boga, że ich postawił w takiej sytuacji. Odczuwają opór, smutek, czują się ofiarami zaistniałej sytuacji.

Kiedy rodzi się dziecko, towarzyszą mu odczucia rodziców, czy czasami samej matki – szkoda, że jesteś, jak źle, że jesteś. Takie nastawienie, przekleństwo, obciąża  dziecko, ale też i matkę, ojca. Zamyka serce, otwiera na poczucie winy, skłania do wrogości, nienawiści. Trudny jest start takiego dziecka w życie.

Może się zdarzyć, że rodzice przyjmują dziecko z pewną obojętnością,  nastawieniem, że skoro jest, to jest. Nie mają postawy przeklinania, ale też nie cieszą się narodzinami dziecka, nie błogosławią go. Brak błogosławieństwa jest również dotkliwy, ponieważ człowiek został stworzony, by być błogosławionym, pragnie być chciany. Pragnie, by ktoś powiedział do niego – dobrze, że jesteś, chcę, abyś był. Postawę przeklinania – szkoda, że jesteś – można okazywać w różnych momentach życia dziecka, nawet wobec dorosłych dzieci. Wobec męża, czy żony, czy innych ludzi: „szkoda, że przyszedłeś”, „nie mam dla ciebie czasu”, „lepiej idź już sobie”, „przynosisz mi pecha”, „zamknij drzwi z drugiej strony” – destrukcyjne komunikaty.

Odrzucenie to brak zgody na przyjęcie dziecka takim, jakie ono jest, albo zgoda niepełna, czy też powierzchowna. „czekaliśmy na chłopca, a urodziłaś się ty, dziewczynka”,

„źle to zrobiłeś, ty nigdy nic nie potrafisz zrobić do końca dobrze”, „ dzieci sąsiadów są lepiej ułożone, bystrzejsze, a ty co?” Dziecko czuje, że jest deprecjonowane,  umniejszane, osłabia go to, obniża poczucie własnej wartości. Czuje brak wystarczającej miłości od rodziców,  co skutkuje stanem głodu emocjonalnego, który wygania dziecko z domu w poszukiwaniu miłości gdzie indziej, w gronie akceptujących kolegów, nierzadko w grupach destrukcyjnych,  sprzyja uleganiu zachowaniom ryzykownym, wczesnej inicjacji seksualnej. Człowiek głodny obniża swoje wymagania, zadowoli się czymkolwiek, staje się niewybredny.  W pogoni za akceptacją, miłością naraża się na nawiązywanie destrukcyjnych relacji, które mogą go obciążyć negatywnymi konsekwencjami na całe życie.

Poniżanie dziecka to lekceważenie jego osiągnięć, wysiłków, starań. Odbieranie radości z sukcesów, lub umniejszanie ich znaczenia. Okazywanie negatywnej opinii
o możliwościach dziecka. „ ty nigdy do niczego nie dojdziesz, nigdy ci się to nie uda” , „nie wysilaj się, to nie dla ciebie, za wysokie progi…”. Porównywanie do innych, że są lepsi, zdolniejsi też jest poniżaniem. Może być obojętność, która jest również bardzo dotkliwą formą przeklinania,  kiedy  dziecko wraca ze szkoły, cieszy się swoją dobrą oceną, którą dostał z matematyki, gdzie żadne dziecko takiej oceny nie dostało, tymczasem ojciec czy matka w ogóle nie zwraca na to uwagi. Obojętność potrafi być strasznym przekleństwem, czyli nie jestem nic warty, moje sukcesy są nic niewarte.

            Skrytość, zamknięcie. Rodzice tworzą duży dystans pomiędzy sobą a dziećmi. Nawet w sprawach, które dotyczą dzieci wolą podejmować decyzje samodzielnie, nie są zainteresowani, czego chciałoby dziecko. Mało rozmawiają z dzieckiem, głównie w sprawach koniecznych. Jest to tak zwana komunikacja „dyżurna” czyli powierzchowna, doraźna, sytuacyjna, bez tłumaczenia dziecku dotyczących go spraw, potrzeb i uczuć rodziców. Poświęcają mu mało czasu, nie przytulają, okazują niezadowolenie, zniecierpliwienie, gdy dziecko potrzebuje ich wzmożonej uwagi, prosi o wspólną zabawę. Tacy rodzice robią różne rzeczy dla dziecka „dla świętego spokoju”, a nie z potrzeby serca.

            Obojętność, nieczułość charakteryzuje rodziców, którzy są skoncentrowani na własnych sprawach, problemach, i jakby nie dostrzegają dziecka. Nie jest dla nich ważne, co dziecko przeżywa. Uważają, że dziecko powinno sobie radzić samo, najczęściej umniejszają, bagatelizują, czy wręcz zaprzeczają uczuciom dziecka „no co tak rozpaczasz, przecież nic takiego się nie stało”, „nie martw się bez powodu i na zapas”, „nie przejmuj się tak kolegami, jutro znów się pogodzicie”, ”nie ma się co tak martwić i przejmować, wyolbrzymiasz całą sprawę”. „przestań już płakać, przecież to na pewno aż tak cię nie boli”. Taka postawa nieczułości u rodzica może wynikać z różnych powodów:  nie ma on wystarczającego kontaktu ze swoimi uczuciami, albo czuje się obciążony emocjami dziecka i chce się od tego uwolnić. Dla niektórych rodziców najważniejsze jest zachowanie dziecka, aby było grzeczne, i nie jest ważne, co dziecko przeżywa, więc rodzic woli tłumić, walczyć z uczuciami dziecka, niż pomóc mu się z nimi uporać. Postawa obojętności, nieczułości jest wyjątkowo destrukcyjna  dla delikatnej psychiki dziecka. Jeżeli uczucia dziecka nie spotkają się ze zrozumieniem, to zostają stłumione i zepchnięte do podświadomości, tworząc psychiczne mechanizmy obronne, albo eksplodują w postaci złości, buntu, ataku na rodziców, przedmioty, czy samego siebie.

            Unikanie. Rodzice nie chcą angażować do wspólnych prac dzieci, najczęściej używając do tego różnych wymówek, argumentów: „Daj to dziecko, ja to zrobię, bo ty źle to zrobiłeś –  mówi ojciec do syna –  to się tak robi!” Ile razy dziecko próbuje coś zrobić tyle razy słyszy, że źle coś zrobiło, rodzic potrafi to lepiej. To jest takie zawoalowane przekleństwo mówiące – „ty dziecko nic nie potrafisz zrobić”. To jest słowo które kreuje w dziecku świadomość, że jest do niczego. Rodzic nie wyraża tego wprost,  a jednak taki przekaz wypływa z każdym zdaniem, z każdym gestem „ty nic nie umiesz sam zrobić”,  „zostaw, ty i tak nie dasz rady, ty nic nie potrafisz,  znowu zawiodłeś”, „ty zawsze myślisz tylko o sobie, oczywiście, że ci się nie udało, bo ci się nigdy nic nie udaje”. Jest to forma przekleństwa, które kreuje w dziecku brak poczucia wartości. Takie słowo, opinia, wpada głęboko w człowieka i zaczyna działać. Człowiek zaczyna wierzyć, że „rzeczywiście, nie mam się co zabierać do roboty, bo i tak mi się nie powiedzie”, albo działa zupełnie przeciwnie – zaczyna udowadniać wszystkim naokoło , że to nie jest prawda, co prowadzi go również często na manowce, do buntu, do agresji, przemocy, by udowodnić, że jednak cos potrafi.

            Znakiem przekleństwa jest rozliczanie. Rozliczanie, co do grosza, co do słowa, czepianie się słówek, tylko po to, by udowodnić komuś, że jest głupi, że jest zły, że jest niedobry, niemądry, że popełnił błąd. Tacy rodzice wzbudzają w dziecku poczucie winy uważając to za dobry sposób wychowawczy na ukaranie dziecka. Często stosują kary jako najskuteczniejszy, ich zdaniem sposób na zdyscyplinowanie dziecka. Mylą w ten sposób pojęcie wychowania z pojęciem tresury.

            Nadmierne ochranianie, nadopiekuńczość jest postawą tzw, trzymania „pod kloszem”-„nie można wychodzić na podwórko, bo się przeziębisz, nie używaj nożyczek, bo się skaleczysz, nie idź do kolegi, bo będziecie tam robić coś złego, nie wracaj późno do domu, bo cię napadną,” takie komunikaty wynikają z zaborczości i lęku rodziców, jest to postawa nadopiekuńczości, ograniczania i wstrzymywania rozwoju dziecka  do samodzielności, niezależności i brania odpowiedzialności za siebie samego. Takie przestrogi rodzicielskie, podszyte lękiem,  są jak złowieszcze proroctwa, mają moc przeklinania. Nadopiekuńczość wywołują u dziecka bunt i dążenie do wyrwania się za wszelką cenę, bądź nadmierną uległość, brak samodzielności i odpowiedzialności.

            Brak granic lub nadmierne wymagania powodują u dziecka utratę poczucia bezpieczeństwa. Gdy dziecko ma zbyt dużo swobody, samo próbuje wyznaczać sobie granice, eksperymentuje,  poszukuje stabilizacji metodą prób i błędów, szuka oparcia poza domem.

Zbyt sztywne i surowe zakazy i nakazy prowadzą do buntu, oporu, agresji lub postaw lękowych.

            Etykietkowanie, klasyfikowanie.  Rodzice  wobec dzieci często używają ocen
i ogólników, „ale z ciebie leń”, „jak możesz być takim egoistą”, „nigdy nie potrafisz nic porządnie zrobić”, „jak zwykle dokuczasz bratu”, „musisz być mądrzejsza od siostry, jesteś starsza”, „starsze rodzeństwo zawsze opiekuje się młodszym”. Jest to destrukcyjny sposób zwracania się do dziecka, ponieważ programuje dziecko na takie właśnie zachowania, które nazbyt  go obciążają i generują wiele niekorzystnych zjawisk (np. wymuszona konieczność opieki nad młodszym rodzeństwem, ustępowanie im niezależnie od sytuacji). Słowa działają jak nasiona zasiane w umyśle, gdy rodzic powtarza pewne zwroty i wyrażenia, docierają one do podświadomości dziecka i programują ją, chociaż rodzice nie mają takiej intencji. Dzieci, które nazywa się, etykietkuje  mianem egoistów, bałaganiarzy, zapominalskich, krętaczy, innych,  mają podatność na utrwalanie  w swoim umyśle takiego negatywnego wyobrażenia
o sobie i podejmowanie zachowań potwierdzających negatywną ocenę rodziców.   Gdy
u dziecka widzi się głównie negatywne cechy i stale się je podkreśla, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że będą się one nasilały. Takie stwierdzenia negatywne są nośnikami przekleństwa.

            Dystans fizyczny czyli  brak kontaktu fizycznego osłabia  dziecko emocjonalnie i zdrowotnie., obniża zaufanie do rodziców, zaburza kształtowanie więzi z nimi, stwarza poczucie osamotnienia, a nawet odrzucenia. Destrukcyjny dla  rozwoju dziecka jest  zły dotyk czyli agresja fizyczna: szturchanie, szarpanie, bicie , inne i dotyk będący przejawem molestowania seksualnego, co jest wyjątkowo bolesną traumą dla dziecka.

Kiedy przyjrzymy się naturze przekleństwa to widzimy, że jest ono nacechowane śmiercią, ponieważ jest jak śmiertelna trucizna, która niepostrzeżenie, jakby w śladowych dawkach, systematycznie wnika do delikatnej psychiki dziecka, osłabiając ją, siejąc spustoszenie, destrukcję. Osoby, które słyszą słowa niosące  moc przekleństwa, odczuwają dyskomfort, poniżenie, umniejszenie, mają niskie poczucie własnej wartości. Wytwarzają się u nich nieuświadomione, psychiczne mechanizmy obronne jako strategie przeżycia, które sprawiają, że  doświadczają one różnych trudności wychowawczych.  W dorosłym zaś życiu napotykają  trudności w układaniu relacji z ludźmi,  w tworzeniu związków i najczęściej kwalifikują się do uzdrowienia poprzez terapię i modlitwę.

Neal Lozano pisze – …”Doświadczenie nauczyło mnie, że najczęstszą przyczyną zniewolenia jest nasza reakcja na bolesne przeżycia, urazy, rodzinę i przyjaciół. Kiedy ktoś doświadcza zranienia, szuka sposobu, by jakoś sobie z nim poradzić – chronić siebie, schować się w bezpieczne miejsce. Może to być negacja, nienawiść, wstyd lub cały szereg innych reakcji. Złe duchy chcą je wykorzystać, by móc wywierać na nas wpływ i trzymać nas w niewoli…. Próbując radzić sobie z bólem i zranieniem, nie przynosząc ich do Boga, otwieramy drzwi złym duchom. Podczas gdy Bóg używa ludzi jako narzędzi swojej miłości i miłosierdzia, szatan chce używać ich jako narzędzi odrzucenia i potępienia….”

Ksiądz Józef  Witko mówi…„ Jak wspomniałem przekleństwo to nic innego jak prawo złych duchów do ingerowania w moje życie.  Prawo w tym sensie, że to człowiek sam porzuca Boga, a wybiera grzech. Wchodzi jakby na teren złego, na którym on jest panem, więc może robić, co chce. W przypadku, kiedy człowiek zgrzeszy, zło takiego człowieka niszczy,  chce doprowadzić do śmierci, do całkowitego unicestwienia. Zatem jeśli człowiek uwolni się spod przekleństwa, czyli powróci do Boga, Pan Bóg zaczyna go na nowo chronić, a złe duchy już nie mają do niego dostępu. Konsekwencje zaś zostają i musimy z tymi konsekwencjami żyć, po prostu ofiarować je za siebie, czy za swoich bliskich, jako zadośćuczynienie za popełnione grzechy, po prostu nie buntować się, nie narzekać, tylko cierpliwie znosić…

Dobre słowa mają dobrą moc, złe złą moc i one nie są bez znaczenia…Dlatego nośnikiem przekleństw są też słowa. Nie zawsze, bo mogą być też jakie rzeczy, gesty, ale przede wszystkim są to słowa. Kiedy więc ja przeklinam w złości, w gniewie, to tym bardziej te słowa są nacechowane jakimś złem. Stwarzają jakby takie złe powietrze. Wypowiadając takie czy inne słowo sprawiam, że te cząsteczki powietrza, które się znajdują w danym pomieszczeniu, zaczynają drgać i one odbijają  się jedne od drugich,  przekazując dobro albo zło.  Zatem nie jest bez znaczenia to, co mówię, czy to o sobie, czy o drugim człowieku. Tym bardziej, jeśli są to przekleństwa,  czyli życzenie zła komuś”…

             Należy zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz jaką jest stan emocjonalny osoby która wypowiada się pod wpływem narastającego wzburzenia, napięcia  emocjonalnego. Kiedy rodzic, lub współmałżonek, albo nauczyciel stają się coraz bardziej sfrustrowani, niecierpliwi, zdenerwowani, pobudzeni emocjonalnie, wówczas padają mocne słowa. Najczęściej twarde, nieuprzejme, oceniające, nawet okrutne i niesprawiedliwe. W taki właśnie sposób uwalniane jest przekleństwo.

Rodzice mają szczególną moc i znaczenie dla swoich dzieci, dlatego ich błogosławieństwo lub przekleństwo ma na dzieci ogromny wpływ, ma moc sprawczą. Dzieje się tak dlatego, że rodzice mają naturalną władzę nad dziećmi, władzę, która pochodzi od Boga. Rodzice są największym autorytetem dla dziecka, dlatego przyjmuje ono ich osądy
i oceny dotyczące jego osoby, jako rzeczywistą prawdę na swój temat. Pełna zależność od opinii rodziców trwa u dziecka do IV, V klasy szkoły podstawowej. Dziecko do tego wieku myśli o sobie tak, jak oceniają go rodzice, nie ma możliwości, aby oddzielić osąd o sobie, od osądu dorosłego, rodzica.  Dziecko nie ma możliwości, ani umiejętności, aby obronić się przed krzywdzącymi go ocenami, przekleństwami, przyjmuje je do siebie, bo skoro rodzice tak mówią, to znaczy, że ono takie jest – niedobre, niegrzeczne, leniwe, niezdarne. Takie destrukcyjne wyobrażenia o sobie samym zakorzeniają się w jego umyśle, wpływają na zachowanie, stają się składnikiem osobowości.

Jeszcze gorzej jest, gdy rodzice chcą świadomie ranić dziecko negatywnymi ocenami, przezwiskami, agresją słowną, fizyczną, czy odrzuceniem, traktując to jako karę.  Krytykują dziecko, obrażają się,  mają pretensje, umniejszają wysiłki dziecka, wyśmiewają. Taki sposób traktowania bardzo obciąża delikatną psychikę dziecka, które, – aby to znieść, przeżyć
i przetrwać – wykształca w sobie mechanizmy obronne. Jest emocjonalnie pokaleczone, niezrównoważone, zgłodniałe miłości. Te mechanizmy obronne w dorosłym życiu okazują się niepotrzebnym balastem, utrudniają nawiązywanie i rozwijanie relacji bliskości z ludźmi, trwanie w związkach.  Jest więc olbrzymi koszt społeczny stosowania kar i przekleństw
w wychowaniu – dla dziecka, dla rodziny, dla społeczeństwa.

Ksiądz Zbigniew Wądrzyk opisując znaczenie słów podkreśla, że słowo wypowiadane do drugiego człowieka ma siłę kreowania rzeczywistości – kiedy na przykład wykonujemy coś na czyjąś prośbę lub polecenie. Nową rzeczywistość stwarza wyznanie miłości, lub prośba o przebaczenie, pojednanie. Słowo  ma też moc trwania – kiedy zapamiętujemy  je, nosimy w sobie, utożsamiamy się z nim, wpływa na nasze opinie, postawy, wybory. Szczególnie mocno zapisują się w nas słowa osób znaczących, rodziców, nauczycieli.

Społeczeństwo rozpoznało już bardzo dobrze szkodliwy wpływ alkoholu, narkotyków, różnego typu substancji psychoaktywnych na zdrowie psychiczne i fizyczne człowieka, chroniąc dzieci i młodzież przed tymi zagrożeniami.

Nadeszły teraz czasy, aby z całą przenikliwością uświadomić sobie, jaką destrukcję i śmierć, duchową, a i fizyczną, ściągają przekleństwa, wśród których bardzo powszechne są tak zwane  przekleństwa domowe,  lub  przekleństwa zawoalowane czyli takie, które są wypowiadane przez rodziców do dzieci, przez współmałżonków do siebie nawzajem, czy innych członków rodziny.

 

Na zakończenie zastanówmy się, jak można przeciwdziałać tym domowym
i zawoalowanym przekleństwom? Jak  się od nich wyzwolić?

1. Należy je rozpoznać, rozpoznawać. Wielu chrześcijan nie jest wystarczająco obeznanych z naturą błogosławieństwa i przekleństwa. Nie uświadamiają sobie ich ogromnego wpływu na własne życie i życie swoich dzieci. Nie identyfikują też błogosławieństwa z postawami rodzicielskimi i słowami wspierającymi  dziecko, jak również nie rozpoznają, że przekleństwem są postawy i słowa rodzica osłabiające dziecko. Dzięki charyzmatycznym nurtom chrześcijaństwa, pod działaniem Ducha Świętego, wiedza ta staje się coraz bardziej dostępna. Warto poszerzać też swoją wiedzę o komunikacji międzyludzkiej,  jest wiele książek  na ten temat, wykładów. Również i ten artykuł i niżej wymienione teksty źródłowe  mogą służyć pomocą do rozpoznania, które słowa, zwroty, komunikaty są naznaczone przekleństwem.

2. Przekleństwa wypowiadane w przeszłości należy odpokutować. Ksiądz Józef Witko mówi: …” Jeżeli przekleństwo zostało wypowiedziane przeze mnie, ja mogłem powiedzieć na siebie jakieś przekleństwo np. jestem do niczego, nic ze mnie nie wyrośnie, nic mi się nie udaje, nigdy do niczego nie dojdę, czy też wypowiadałem takie przekleństwa na innych, może na dzieci, może na sąsiada, na kolegę, czy któregoś z przyjaciół –  to takie przekleństwo musi być odwołane w sakramencie pokuty. Sakrament pokuty jakby unieważnia to przekleństwo, stawia mu granicę. Natomiast jeżeli to przekleństwo zostało rzucone przez moich rodziców, czy przez osobę ze świata okultystycznego, to musiałoby być przez nich odwołane, często te osoby nie żyją, jak dziadkowie, czy rodzice, często to przekleństwo jest już od iluś pokoleń, to wtedy taką władzę ma kapłan. Kapłan ma władzę rozwiązywania, związywania. Ta władza nie dotyczy tylko sakramentu pokuty ale również właśnie wielu spraw związanych z życiem człowieka miedzy innymi łamania przekleństw.  Kapłan łamiąc takie przekleństwo
i błogosławiąc stawia granicę w imieniu Boga”.

 

3. Wyrzec się, wyrzekać,  odrzucić, odrzucać domowe przekleństwa. Warto podjąć świadomą decyzję, złożyć obietnicę wobec samego siebie, przed Panem Bogiem, że nie ma się zamiaru już więcej tego robić, że nie ma we mnie przyzwolenia na to, aby przeklinać swoje dzieci, współmałżonka, innych członków rodziny, innych ludzi.  Nie jest łatwo porzucić złe nawyki językowe, wykształcać w sobie postawę błogosławienia. Pośpiech, stres, trudy życia sprzyjają używaniu złych słów. Jest jednak wielu rodziców, którzy podejmują ten wysiłek, dokształcają się, uczestniczą w warsztatach umiejętności wychowawczych, komunikacji interpersonalnej,  warsztatach rozwoju duchowego, różnych grupach wsparcia, terapeutycznych, rekolekcjach.

4.  Przeciwstawiać się powrotowi złym, przeklinającym słowom w komunikacji z dzieckiem,  współmałżonkiem, w rodzinie. Wymaga to nieustannej uważności, czujności, cierpliwości,  niekiedy nawet męstwa, aby zachować kontrolę nad sobą, nie powrócić do starych nawyków komunikacyjnych.  Jednym ze sposobów, jakie mogą pomóc chrześcijańskim rodzicom w przezwyciężaniu kryzysów, frustracji,  jest zwracanie się do Boga, poprzez modlitwę, adorację, odmawianie różańca, udział we wspólnocie kościoła, w zależności od indywidualnych preferencji. Mottem dla tego typu działań może stać się hasło przewodnie pierwszych trzech kroków „Programu 12 kroków nie tylko dla chrześcijan”
( określa się to,  nieco żartobliwie lecz serdecznie, „walczykiem 1-2-3”) Ja nie mogę. On (Bóg) może. Ja mu pozwolę (działać). Jest to postawa człowieka pokornego i bezsilnego wobec swoich słabości, problemów. Człowieka w kryzysie, na dnie, który z głębi serca woła o ratunek do swojego Ojca, aby uzdolnił go do rzeczy, które z ludzkiego punktu widzenia wydają się być niemożliwe do zrealizowania.  Ufając Bogu, z wiarą, nadzieją i miłością, pomoc przychodzi. Rodzicielskie brzemiona stają się lekkie, a jarzmo słodkie, przez serce płynie moc błogosławieństwa.

 

Dzieciom, które wychowują się w ciepłym, przychylnym klimacie rodzicielskiego wsparcia, delikatności, pochwał, doceniania, cierpliwości, szacunku, optymizmu, serdeczności, zaufania towarzyszy moc rodzicielskiego błogosławieństwa.  Błogosławieństwo  ojca, błogosławieństwo matki dają dziecku siłę, odporność i zrównoważenie w dorosłym życiu. Jest to bezcenny posag na całe życie: dla dziecka, rodziny i przyszłych pokoleń.

 

 

Mira Kępka

 

Teksty źródłowe, na podstawie których powstał niniejszy artykuł:

 

Ksiądz Zbigniew Wądrzyk „ Błogosławieństwo i przekleństwo”- wykład, audycja radiowa.

Ksiądz Józef Witko „ Błogosławieństwo i przekleństwo” –  wywiad.

Adele Faber, Elaine Mazlish „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”.

Joanna Sakowska „Szkoła dla rodziców i wychowawców”.

Popov/Racięcki/Porzeziński12 kroków do wolności nie tylko dla chrześcijan”.

Neal Lozano „Modlitwa  uwolnienia”.

Derek Prince „Uwolnienie od przekleństwa”- wykład.

Marshall  B. Rosenberg „Porozumienie bez przemocy  O języku serca”.