Świadectwo o błogosławiącej komunikacji   17 stycznia 2016 roku uczestniczyłam w parafialnej Mszy świętej, prowadzonej przez naszego księdza proboszcza Stanisława Warzeszaka. Jedną z intencji tej mszy było dziękczynienie za długoletnie pożycie w związku małżeńskim pewnej pary. W homilii ksiądz profesor Warzeszak nawiązał do tej intencji, dając uwagę różnym aspektom przyczyniającym się do trwałości małżeństwa. Powiedział, między innymi – przytaczam sens tej wypowiedzi – że na przykład ważna jest komunikacja społeczna, interpersonalna między małżonkami, ale ona schodzi na plan dalszy, ponieważ najważniejsza w związku jest obecność Boga, zaproszenie Boga do małżeństwa sakramentalnego, praktykowanie wiary, poprzez uczestniczenie w praktykach religijnych, modlitwie.   Wypowiedź ta poruszyła moje serce, skłoniła do zadumy, zamyślenia nad tym, co usłyszałam, rozważenia, co dla mnie znaczą te słowa, ich sens.   Stało się tak dlatego, że w mojej codziennej pracy, jako pedagog szkolny, zajmuję się właśnie komunikacją interpersonalną, społeczną. Dotyczy to różnych spraw – nawiązywania i podtrzymywania relacji miedzy sobą, rozwiązywania problemów, obsługi różnego rodzaju sytuacji konfliktowych, poprzez rozmowy empatyczne, mediacyjne, kręgi naprawcze, działalność psychoedukacyjną. Uczestnikami tej komunikacji są uczniowie, nauczyciele, rodzice, osoby spoza szkoły, które wspierają szkolną działalność.   Przez wiele lat mojej pracy w tym obszarze, mam wiele obserwacji i doświadczeń, jak dobroczynne działanie, na ludzi w każdym wieku – ma komunikacja prowadząca do zrozumienia siebie nawzajem, a przede wszystkim zrozumienia samego siebie. Komunikacja pomagająca wyciszyć emocje, opisać i zrozumieć istotę trudności, nazwać potrzeby, jakie mają zaangażowani w nią ludzie. W takiej komunikacji – można by było tak to określić – otwierają się serca, a także umysły, co stwarza nową płaszczyznę do wzajemnego kontaktu, oczyszcza atmosferę, otwiera na zrozumienie – siebie, drugiego człowieka, sytuacji, jaka się wydarzyła. To wszystko powoduje, że napływają nowe siły, nowa energia i moc wytwarza się między ludźmi – jest to nowy potencjał, który najczęściej służy porozumieniu, znajdowaniu rozwiązań, by się pojednać, przeprosić, mieć dobrą wolę, by unikać takich sytuacji w przyszłości, starać się o to. Dialog to rozmowa, której końca nie znamy. Wiele razy byłam świadkiem sytuacji, kiedy uczniowie, po takim spotkaniu, dzięki któremu można było spokojnie, dokładnie wszystko omówić, sami wyciągali do siebie rękę na zgodę, bez żadnej mojej zachęty, po prostu czuli, że tego chcą, że nie żywią urazy do drugiej osoby, że zależy im na dobrych wzajemnych relacjach.   Podobnych sytuacji doświadczałam i doświadczam, prowadząc warsztaty umiejętności komunikacyjnych, wychowawczych dla rodziców. W czasie spotkań rodzice poznają i ćwiczą praktycznie nowe techniki komunikacji, z dziedziny wiedzy  psychologiczno – pedagogicznej. Omawiamy sposób oddziaływania tej komunikacji na psychikę dziecka, jego chęć do współpracy z rodzicami. Już w czasie ćwiczeń na spotkaniu warsztatowych, rodzice dają informacje zwrotne, że są nimi poruszeni, mają ciekawe odczucia i obserwacje. Dużo wnosi dzielenie się tymi poruszeniami, refleksjami przez wszystkich uczestników, co daje każdemu słuchającemu impulsy do szerszego spojrzenia na dziecko, siebie, wzajemną relację. Taka wspólna praca, dzielenie się,  jest zasiewaniem ziaren nowego sposobu komunikacji w rodzicielstwie, które służy porozumieniu, budowaniu poczucia własnej wartości u dziecka, a przede wszystkim budowaniu wzmacniających więzi w rodzinie.   Dla zdrowia i prawidłowego rozwoju dziecka należy dbać o to, by miało zapewniony dobry, pełnowartościowy, urozmaicony pokarm materialny, który służy wzrastaniu jego ciała i dobrej kondycji fizycznej. Mądry rodzic wie, że równie ważne jest zadbanie o zapewnienie dziecku życiodajnego pokarmu emocjonalnego, duchowego, dzięki któremu dziecko może wzrastać w poczuciu sensu swojego życia, zrównoważeniu emocjonalnym, poczuciu własnej wartości i siły sprawczej, potrzebnej do przezwyciężania trudów życiowych i rozwijania swojego potencjału.   Rodzice po każdym spotkaniu mają za zadanie, jako pracę domową, ćwiczyć nowe sposoby komunikacji w domu. Na początku kolejnego spotkania dzielą się efektami tej pracy. Najczęściej jest tak, że kilka osób ma pozytywne doświadczenia i kiedy wszyscy słuchamy tego w grupie, bardzo nas to buduje. Przede wszystkim mamy konkretne  przykłady, które wydarzyły się w domach uczestników, świadczące o tym, że ten program działa, dokładnie tak, jak jest to opisywane w podręczniku A. Faber i E. Mazlish „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”. Zainteresowane tym osoby odsyłam do wcześniejszych moich artykułów, które są zamieszczone na stronach internetowych Parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Warszawie na Wrzecionie.   Najistotniejszą moją refleksją, którą chcę się tutaj podzielić jest to, że dzięki tej pracy, dzięki zmianie swojej postawy rodzicielskiej wobec dziecka, dzięki umiejętności nowego sformułowania komunikatu kierowanego do dziecka, czy innego członka rodziny, pojawia się w tej relacji nowa jakość, nowy duch.   Jest to szczególnie widoczne na zajęciach, na których ćwiczymy umiejętności empatycznej komunikacji, czyli takiej, dzięki której wspiera się dziecko, aby poradziło sobie z własnymi uczuciami. Jest to bardzo ważne, aby umieć pomóc dziecku rozładować silne, trudne do przeżywania emocje jak złość, gniew, zazdrość, strach, czy też rozbawienie, zachwyt, euforię. Nie tłumić ich, nie oceniać negatywnie, chociaż ich intensywność może być trudna do przyjęcia dla otoczenia. Gdy natężenie emocji jest silne, niejako zalewają ono percepcję dziecka, uniemożliwiając mu racjonalne myślenie i rozeznanie sytuacji, w jakiej się znalazło. Gdy w takiej sytuacji rodzic krytykuje dziecko, ocenia negatywnie, zaprzecza uczuciom, obwinia – dziecko czuje się niezrozumiane i zgaszone przez rodzica, a nawet emocjonalnie odepchnięte. W tym momencie w tę relację wkrada się odczucie chłodu, niezrozumienia, oddalenia. Gdy zaś rodzic potwierdzi uczucia dziecka, nazwie je, wykaże cierpliwą, akceptującą postawę, ponieważ uczucia, emocje są moralnie neutralne, wtedy dziecko uspokaja się, wycisza, odzyskuje umiejętność racjonalnego myślenia, odzyskuje wewnętrzną siłę do poradzenia sobie z sytuacją problemową, łączy się niejako ze swoim sprawczym potencjałem, co buduje jego poczucie własnej wartości, samodzielności, uczy, jak pokonywać trudności codziennego życia z towarzyszeniem i wsparciem ze strony rodzica, nie zaś z odgórnym kierowaniem, narzucaniem przez rodzica, jak dziecko powinno się zachowywać.   W tych wszystkich ćwiczeniach uwidacznia się, jest wyczuwalny duch porozumienia, który ożywia, dodaje nowych sił i sensu, daje poczucie godności i szacunku w relacji, wyzwala kreatywność.  Można zadać sobie pytanie, czym jest ten duch, jaka jest istota tego procesu komunikacyjnego, skąd się to bierze?   Bardzo ciekawe obserwacje i doświadczenia z przestrzeni duchowej, niejako energetycznej –  inaczej to ujmując, były moim udziałem, kiedy zajmowałam się, zajmuję prowadzeniem, lub współprowadzeniem kręgów naprawczych. Kręgi naprawcze, a inaczej mówiąc – proces naprawczy, są to działania mające na celu porozumienie i pojednanie między ludźmi w konflikcie, z koniecznym udziałem osób trzecich, na których ten konflikt ma bezpośredni wpływ i którzy są zainteresowani jego rozwiązaniem. Proces naprawczy zapoczątkowuje osoba, która zgłasza dany problem do facylitatora, którego zadaniem jest poprowadzenie  dalszych działań i komunikacji.  Facylitator w rozmowie – kręgu otwarcia, ustala, co zostało powiedziane lub zrobione, co stało się przyczyną konfliktu,  jakie ma to znaczenie dla osoby zgłaszającej ten problem. Ustala następnie, kogo do kręgu naprawczego należy zaprosić i nawiązuje kontakt ze wskazanymi osobami. Jeśli wyrażają one wolę uczestniczenia w dalszych rozmowach, organizuje z nimi kręgi otwarcia. Następnie wszyscy zainteresowani spotykają się w kręgu głównym, gdzie mają możliwość wypowiedzenia się wyczerpująco na temat zaistniałego problemu, jakie są ich uczucia i potrzeby w związku z zaistniałą sytuacją konfliktową, jak to wpływa na nich obecnie, co powodowało nimi, że wybrali takie a nie inne działanie, czego oczekują lub o co chcieliby prosić innych, aby ta przykra, konfliktowa sytuacja uległa rozwiązaniu, by się pogodzić, odnowić relację, lub zadośćuczynić za wyrządzoną krzywdę. Są to trzy fazy komunikacji w głównym kręgu naprawczym: wzajemnego zrozumienia, odpowiedzialności za siebie, ustalenia dalszych działań.   Udział w procesie naprawczym jest dobrowolny i każdy może z niego zrezygnować w dowolnym momencie. Każdy też indywidualnie decyduje, co chce powiedzieć, na ile otworzyć się, by szczerze wyrażać to, co czuje i myśli. Otwartość i szczerość uczestników w kręgu naprawczym są pięknym darem, jaki mogą sobie ofiarować, ponieważ umożliwiają wzajemne zrozumienie i  rozwiązanie problemu,  czasami trwałe, czasami mniej trwałe, lecz służą odnowieniu relacji, pojednaniu. Jednak  może się zdarzyć, że nie wszystkie osoby w kręgu mają w sobie gotowość na pełne otwarcie serca i to trzeba uszanować. Z punktu widzenia osoby prowadzącej, facylitatora, różny jest stopień trudności prowadzenia danego procesu naprawczego, który najczęściej wynika za stopnia zaangażowania i woli osiągnięcia porozumienia uczestniczących w nim osób.   Najistotniejszą moją refleksją i obserwacją, którą chciałabym się podzielić z uwagi na myśl przewodnia tego artykułu jest to, że prowadząc kręgi naprawcze miałam niejednokrotnie możliwość wyczuwać energetyczny, duchowy wymiar całego tego procesu. Na początku wyczuwalne było duże napięcie, zagęszczenie trudnych do przeżywania emocji, poczucie zranienia, krzywdy, obwiniania.  W trakcie wzajemnej wymiany, gdzie to wszystko mogło głośno wybrzmieć, być wypowiedziane, a co najważniejsze, być też usłyszane przez osobę, do której było kierowane – i każdy mógł się wypowiedzieć do wyczerpania wątku – okazywało się, że następował moment opadnięcia napięcia. Moment ciszy, zawieszenia komunikacji, ponieważ odnosiło się wrażenie, że wszystko w danym temacie, co było do powiedzenia, zostało powiedziane. Powietrze, które do tej pory było jakby ciężkie, naelektryzowane – łagodniało i odnosiło się wrażenie, ze następuje jakiś rodzaj pustki. Pustki, która trzeba wypełnić. Tchnąć w nią nowego ducha, ducha porozumienia, pojednania, odświeżenia wzajemnych relacji. I w tym momencie następowała faza szukania, oferowania propozycji  różnych rozwiązań i działań, które w praktyce stwarzały uczestnikom odnowienie wzajemnej relacji w poczuciu poszanowania i pokojowego współistnienia. Konkretne ustalenia, dobrowolne zobowiązania dawały nadzieję i gwarancję na zaistnienie pozytywnej zmiany. Po jakimś czasie, wyznaczonym przez uczestników, spotykali się oni ponownie, w kręgu zamykającym, aby sprawdzić swoje samopoczucie , omówić, jak przebiega urzeczywistnianie podjętych ustaleń, świętować korzystne zmiany, a jeśli ich nie było, ponownie pochylić się nad przezwyciężeniem trudności.   Przyznam, że są to bardzo przyjemne i życiodajne doznania, gdy ma się wrażenie, wyczuwalne fizycznie, chociaż najczęściej subtelne, delikatne, przepływu mocy pojednania, ducha pokoju między ludźmi, a także w nas samych. Zastanawiałam się, czym tak naprawdę jest ta moc, skąd ona się bierze, jaki jest mechanizm jej przepływu do ludzi, poprzez ludzi, którzy otwierają się i działają na rzecz pokoju i pojednania?   Sprawy te zaczęły mi się rozjaśniać w umyśle, kiedy na jednym z wykładów dotyczących wychowania dzieci, w którym uczestniczyłam 23 listopada 2013 roku, zaprezentowany został  slajd ukazujący zestawienie dwóch przeciwstawnych rzeczywistości związanych z postawami rodzicielskimi, które były mi dobrze znane z racji wykonywanego przeze mnie zawodu, a także doświadczeń rodzicielskich. Było jednak w tym zestawieniu coś zupełnie nowego dla mnie, w tym sensie, że nie patrzyłam tak na to w ten sposób, nie byłam świadoma, że można to tak uporządkować. Dwoma głównymi kategoriami, płaszczyznami, według których te postawy rodzicielskie zostały uporządkowane, sklasyfikowane, było z jednej strony – błogosławieństwo, a z drugiej – przekleństwo. Byłam pod wielkim wrażenie przekazu tego opozycyjnego wobec siebie zestawienia, ponieważ ukazało mi duchową głębię naszych codziennych relacji, w domu i w pracy, i to nie tylko w stosunku do dzieci, ale i dorosłych, bliskich i dalszych, a także wobec samego siebie.  Autorem tej klasyfikacji był ksiądz Zbigniew Wądrzyk z Gdańskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji: BŁOGOSŁAWIEŃSTWO: dobrze, ze jesteś, akceptacja, wyniesienie, dostępność, przebaczanie, jedność i otwartość – więzi, kreatywność, życie. PRZEKLEŃSTWO: szkoda, że jesteś, pogarda poniżenie, obojętność, rozliczanie, skrytość i zamknięcie – lęk, destrukcyjność, śmierć.   Kiedy w późniejszym czasie sięgnęłam do wypowiedzi księdza Zbigniewa Wądrzyka na ten temat, byłam poruszona tym co usłyszałam, cytuję Budowanie więzi jest najważniejszym zadaniem chrześcijańskim, cały ten temat więzi to jest esencja chrześcijaństwa. Jezus mówi, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nie ma większego przykazania, niż miłować Pana Boga całym sercem i bliźniego, jak siebie samego, czyli nasze chrześcijaństwo właśnie w relacjach się konkretyzuje. … Bóg objawia nam, że właśnie w więziach istnieje życie. To co mówiliśmy – przekleństwo to jest śmierć, błogosławieństwo daje życie. I dlatego błogosławieństwo prowadzi do budowania więzi, do otwierania się na więzi międzyludzkie. I inaczej wygląda więź małżonków, którzy sobie błogosławią, inaczej wygląda więź małżonków, którzy sobie nie błogosławią, czyli jak już wiemy, przeklinają się. Tam, gdzie małżonkowie sobie błogosławią…tam przychodzi Bóg, tam jest Bóg. Gdzie miłość tam jest Bóg. Bóg jest miłością. Miłość to więź.”… „Tam, gdzie jest więź, tam jest życie, tam jest kreatywność, tam jest radość, tam jest pokój, łagodność, opanowanie, tam chce się wracać, to jest dom, więź to jest dom. Bo my nie wracamy do domu jako czterech ścian, my wracamy do tego miejsca, gdzieśmy zawiązali więź.”…   Jacek Pulikowski, ceniony doradca małżeński, w swojej książce „Jak budować więzi w rodzinie” str. 39 mówi następująco” Komunikacja z założenia ma budować komunię, a więc więź. Wszelkie rozmowy, które prowadzą do obrażania się nawzajem, do pokonywania, wygrywania a nawet dołowania psychicznego rozmówcy są sprzeczne z pomysłem Stwórcy, który dał nam narzędzie komunikacji nie po to, żebyśmy sobie dokuczali, ale po to, żebyśmy się ze sobą jednali, budując piękne więzi…”   Kiedy zaczęłam zgłębiać temat błogosławieństwa, a także przekleństwa, które może się realizować poprzez komunikacje odkryłam, że jest to obszar  Bożego działania, Bożej aktywności w moim, naszym codziennym życiu. Że Bóg, Jego błogosławieństwo, Boska siła, moc może płynąć przez moje otwarte, czułe, świadome serce, umysł i następnie wyrażać się, objawiać, manifestować, urzeczywistniać – poprzez moją postawę, poprzez sposób mówienia, poprzez sposób, w jaki stawiam granicę moim bliźnim – z poczuciem akceptacji, stanowczo lecz łagodnie, bez przemocy. Ta Boska siła uruchamia we mnie empatię i asertywność.   Wysłuchałam w Internecie wielu mówców, duchownych chrześcijańskich i osób świeckich, którzy poruszają ten temat i odkryłam, że jest to znak naszych czasów, znak nowej ewangelizacji, nowej świadomości chrześcijańskiej, jak Boża Opatrzność, Boża łaska, nawet można by powiedzieć – Boże miłosierdzie – może być realizowane na co dzień, każdego dnia, poprzez zwykłą komunikację: z dzieckiem, współmałżonkiem, współpracownikiem, praktycznie z każdym człowiekiem. Czy kiedykolwiek pomyślałam wcześniej, że w mojej codzienności, we mnie, w słowach, które wypowiadam jest sacrum, które może się objawiać? Błogosławieństwo. Albo niestety przekleństwo, złorzeczenie.

  1. Józef Witko mówi w wywiadzie „Dobre słowa mają dobrą moc, złe zła moc i one nie są bez znaczenia…Dlatego właśnie nośnikiem przekleństw są też słowa. Nie zawsze, bo mogą być też jakieś rzeczy, gesty, ale przede wszystkim są to słowa. Kiedy więc ja przeklinam w złości, w gniewie, to tym bardziej te słowa są nacechowane jakimś złem. Stwarzają jakby takie złe powietrze. Wypowiadając takie czy inne słowo sprawiam, że te cząsteczki powietrza, które się znajdują w danym pomieszczeniu, zaczynają drgać i one odbijają się jedne od drugich, przekazując dobro albo zło. Zatem nie jest bez znaczenia to, co mówię, czy to o sobie czy o drugim człowieku”.

  Pracując z ludźmi przy rozwiązywaniu problemów, konfliktów, gdy świadomie wkładany był trud w komunikację dążącą do porozumienia, pojednania, co powyżej opisałam, niejednokrotnie miałam okazję odczuć „dobre powietrze” w pomieszczeniu, w którym przebywaliśmy. Najczęściej działo się tak wtedy, kiedy poprowadzona została komunikacja miedzy osobami w konflikcie, nieporozumieniu, urazie, która spełniała następujące wymogi: – umożliwiła wzajemne, odzwierciedlające (czyli takie, gdzie jeden uczestnik powtarzał własnymi słowami, co usłyszał od drugiego) słuchanie, dzięki któremu każdy uczestnik miał możliwość wypowiedzenia się i bycia usłyszanym, – odkrywane, wypowiedziane zostały potrzeby i problemy, które spowodowały konflikt, nieporozumienie, – sformułowane zostały przez uczestników prośby i propozycje rozwiązań, czy zadośćuczynienia, realizacja których otwierała na zaspokojenie potrzeb, porozumienie i pojednanie. Prowadząc taką komunikację między ludźmi: dziećmi, dorosłymi, w funkcji mediatora czy facylitatora, zwłaszcza po pełnej napięcia fazie wstępnej, wzajemnego zrozumienia – odczuwalny był w atmosferze powietrza pomiędzy uczestnikami komunikacji, spadek napięcia. Następowało uspokojenie, wyciszenie, jakby cząsteczki powietrza, które do tej pory były rozedrgane, naelektryzowane, ostre – utraciły swoją kanciastość, zjadliwość, niepokój. Pojawiało się odczucie łagodności, ulgi, rozrzedzenia atmosfery, może nawet niekiedy jakiegoś rodzaju pustki. Czasami się zastanawiałam, co to tak naprawdę jest i skąd to przychodzi?   Przestrzeń, w której żyjemy, wypełniona jest istnieniem bytów – dobrych i złych. Nie widzimy ich, lecz one istnieją. Niektórzy w to nie wierzą. Tlen jest niewidoczny w powietrzu dla ludzkich zmysłów, lecz on istnieje i oddychając nim możemy żyć, bez niego nie możemy. Czad, tlenek węgla jest niewidoczny w powietrzu dla ludzkich zmysłów, lecz powoduje on śmierć. Nauka odkryła już to, i chociaż tego nie widzimy, po prostu wiemy że tak jest.   Otacza nas świat dobrych duchów, czystych bytów, aniołów, świętych, których panem jest Jezus Chrystus, Bóg. My, ludzie, mamy z tym niewidzialnym światem nieustanną łączność. Czasami można w jednoznaczny sposób określić wpływ dobra na nasze życie, na konkretne sytuacje, które sami stwarzamy, albo których jesteśmy odbiorcami. Najczęściej jednak są to wpływy, których sobie nie uświadamiamy, czy nie chcemy, nie mamy umiejętności, aby je rozpoznać, uświadamiać sobie. Nieustannie czuwa przy nas Anioł Stróż, pomocny w każdej sytuacji. Gdy otwieramy się na błogosławiącą komunikację, czyli świadomie dbamy, staramy się, by nasza komunikacja z drugim człowiekiem taka właśnie była, otwieramy się jednocześnie na działanie łaski, urzeczywistniania się Bożej miłości i miłosierdzia. Otwieramy się na działania Ducha Świętego, w łączności z Jezusem Chrystusem, a także Matką Boską. Otwieramy się  również  na pomoc czystych bytów wokół nas, które są gotowe wspierać nas duchowo, energetycznie. Ten Boski wymiar rzeczywistości jest dla nas niewidzialny, tajemniczy, lecz jest on obecny, aktywny, czasami subtelnie wyczuwalny.   Zdarza się, że Boski wymiar rzeczywistości dotyka człowieka w sposób konkretny, dobrze wyczuwalny, niekiedy wręcz mocny, o czy słyszałam, czytałam, doświadczyłam, lecz jest to temat na inne opowiadanie.         Przejawianie się przekleństwa poprzez urazy i zranienia   Ksiądz profesor Marek Starowieyski w kazaniu 1.02.2015 roku wygłoszonym w kościele na Wrzecionie powiedział, że szatan to mądry byt, którego zadaniem jest czynić zło. Jest to potężna siła, działająca dla zniszczenia wszystkiego, co Boże, a więc człowieka. Posługuje się kłamstwem, idzie przez świat i patrzy, gdzie może wejść. Dlaczego Bóg to toleruje – jest wielką tajemnicą. Celem złego jest: niszczenie życia ludzkiego; demoralizowanie społeczeństwa, dzieci, młodzieży, bluźnierstwa. Jak możemy temu przeciwdziałać? Poprzez pilnowanie samych siebie, nie pozwalając, by grzech się w nas rozpanoszył, bronienie przed złem naszych dzieci, młodzieży, a także poprzez modlitwę i post.   Tak więc z teologicznego punktu widzenia, zło ma do nas dostęp w każdym momencie, czyha na nasze potknięcia, słabości, nieumiejętności, nasze zranienia, bo wtedy otwieramy mu furtki, z czego ono przebiegle korzysta, dotykając nas jadem zatruwającym nasze serca i umysły, a przez nas, nasze oddziaływania, sączy się do naszych bliskich, na których mamy wpływ, zwłaszcza dzieci, współmałżonków.   Mówienie w emocjonalnym wzburzeniu, złości, w gniewie, słów oskarżających, oceniających, osłabia, poniża drugiego człowieka. Takie słowa są przykre w odbiorze, mogą boleśnie zranić, mogą też prowadzić do powstania urazy, być jak trucizna, która zatruwa serce i umysł. A o takie zranienia jest nietrudno w rodzinie, lub w innych, bliskich relacjach. Najłatwiej jest doznać zranienia od osób, które kochamy i od których oczekujemy wsparcia i miłości. Mechanizm powstawania urazy w człowieku jest obszarem, na który wkraczają złe duchy i trzeba abyśmy my, chrześcijanie, zdawali sobie sprawę, że tak właśnie jest.   Sposób manifestowania się świata złych duchów, demonów, diabłów, innych, którego panem jest Szatan, jest w Biblii poruszony na różne sposoby. Jest opisany przez nauki teologiczne. Czasami można w jednoznaczny sposób określić wpływ dobra lub zła na nasze życie, konkretne sytuacje, które sami stwarzamy, albo których jesteśmy odbiorcami. Najczęściej jednak są to wpływy, których sobie nie uświadamiamy, w pewien sposób tajemnicze, zawoalowane – zwłaszcza zło ma takie strategie działania, aby usypiać naszą czujność, czynić nas niewrażliwymi na dobro, zatwardzać serca, mącić umysły i działać destrukcyjnie w naszym życiu i przez nas destrukcyjnie oddziaływać na innych.   Mechanizm powstawania urazy w człowieku jest tym obszarem, w którym złe duchy mają do nas dostęp. Głosi o tym i pisze między innymi o. Józef Witko OFM, w bardzo obrazowy i przystępny sposób. „ Uraza, która się wytworzyła w człowieku wobec drugiego człowieka, powoduje duchowy paraliż, zamknięcie się na miłość do tego człowieka, zamknięcie się na miłość do Boga, skutecznie blokuje działanie Boga w życiu człowieka, jego moc. W innym miejscu mówi „Za pewnymi naszymi odczuciami, uczuciami, reakcjami mogą stać konkretne demony, co wcale nie oznacza, że człowiek jest opętany, ale poprzez np. nienawiść, urazę, gniew, złość, zazdrość, te demony mogą mieć takie punkty zaczepienia, tak jakby jakaś długa ręka wysuwała się z tego świata ciemności i miała prawo dotknąć tego miejsca, gdzie jest ta nienawiść, ta uraza, gniew, złość czy zazdrość. I wtedy te uczucia, odczucia są silniejsze, człowiek czuje się rozdrażniony, nie wie dlaczego, mocno poruszony jakimiś negatywnymi uczuciami, czy odczuwa jakiś może wstręt do człowieka, nawet do bliskiej osoby. Czuje, że go wszystko drażni, denerwuje i nie wie dlaczego. Dzieje się tak właśnie dlatego, że za tym stoją demony.”…  „Możemy nabrać takiej pewności, że tam, gdzie rodzi się nienawiść, tam, gdzie są zerwane relacje, tam, gdzie jest uraza, tam zawsze działają demony. Często ich obecność związana jest z naszymi grzechami. My nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile grzechów, które popełniliśmy, otwarły nas na demony, na pewne grupy demonów…. Często człowiek, który wejdzie w zło, otworzy się na zło, ma żal do siebie, ma żal do innych, czuje złość na siebie na innych i to blokuje go na przebaczenie żeby się tego pozbyć trzeba sobie przebaczyć, przebaczyć drugiemu – a to jest proces, to jest decyzja – co wybieram tkwienie w urazie i karmienie się poczuciem krzywdy, czy dążenie do uwolnienia się od tego poczucia, do wolności i przebaczenia drugiemu w Imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, wiedząc, że wszyscy jesteśmy grzesznikami, mamy prawo do błędu”   Przytoczę raz jeszcze słowa o. Józefa Witko „Dobre słowa mają dobrą moc, złe zła moc i one nie są bez znaczenia…Dlatego właśnie nośnikiem przekleństw są też słowa. Nie zawsze, bo mogą być też jakieś rzeczy, gesty, ale przede wszystkim są to słowa. Kiedy więc ja przeklinam w złości, w gniewie, to tym bardziej te słowa są nacechowane jakimś złem. Stwarzają jakby takie złe powietrze. Wypowiadając takie czy inne słowo sprawiam, że te cząsteczki powietrza, które się znajdują w danym pomieszczeniu, zaczynają drgać i one odbijają się jedne od drugich, przekazując dobro albo zło. Zatem nie jest bez znaczenia to, co mówię, czy to o sobie czy o drugim człowieku”   To „złe powietrze” między ludźmi, którzy pozostają w urazie, lub w konflikcie, albo negatywnym myśleniu czy mówieniu o sobie, jest zjawiskiem duchowym, niematerialnym, a jednak okazuje się, że w różnych okolicznościach, przez różne osoby wyczuwalnym w atmosferze powietrza wokół nas. Emocje, jakie temu towarzyszą, mogą powodować też energetyczne doznania w naszym ciele, wyczuwalne fizycznie, kiedy staramy się uważnie to obserwować.   „Przeciwnik wasz, diabeł jak lew ryczący krąży szukając, kogo pożreć”(1 P 5.8). Jacek Racięcki, terapeuta prowadzący warsztaty rozwoju psychologiczno-duchowego „12 kroków ku pełni życia” w rozmowie ze mną 24 lipca 2015 roku powiedział, że oceniająca, obwiniająca, oskarżająca komunikacja, która w efekcie prowadzi do osłabiania drugiego człowieka, a także powstawania urazy, poczucia krzywdy – jest jak płożące zło. Niezauważalne, które jak perz się rozprzestrzenia i nie widzimy jego działania, ponieważ nie mamy świadomości samych siebie, mamy braki emocjonalne, które powodują, że dowartościowujemy się w ten sposób kosztem innych, najczęściej bliskich osób, które kochamy, ale używamy ich do tego, by po nich po prostu deptać, a siebie wywyższyć. Najczęściej robimy to nieświadomie. Używamy zła w imię dobra dla drugiego człowieka. Jest to bardzo przykry, ohydny mechanizm, w którym złe duchy mają do nas dostęp, w każdym razie otwieramy się na ich działanie, otwieramy im furtki do nas, do naszej relacji z drugim człowiekiem.         Błogosławiąca komunikacja, przebaczenie, pojednanie jako uczynki miłosierdzia względem ducha   Mądrzy ludzie mówią, aby nie koncentrować się na złu, na działaniu szatana. Wiedzieć, że takie jest jego działanie, lecz koncentrować się na Bogu w Trójcy Jedynym, na działaniu dobra. Jacek Racięcki mówi  „Od walki ze złem jest Pan Bóg. Ja mam się wystrzegać złego, ja mam mówić mu – „apage, satanas”, ja mam go nie wpuszczać, stawiać mu granicę. A jednocześnie nie sam z siebie, bo moja granica sama z siebie nic nie znaczy, tylko granicę, w którą zapraszam Pana Boga. I wtedy to działa. Ksiądz Marek Dziewiecki, dwa lata temu głosząc rekolekcje w radiu praskim powiedział , że jak mamy granice oparte na wartościach, to Pan Bóg jest w tych granicach. On mnie odgranicza od rzeczywistego świata – Sobą, w tych granicach mnie otaczając. I głównie w kontekście krzywdy o tym mówił, czy zła, i jak to działa? Działa tak, że zło, które chce przyjść z zewnątrz, to się w Panu Bogu rozpuszcza, nie przejdzie. Jak ja chcę kogoś skrzywdzić, to też nie wyjdę poza moje granice, bo Pan Bóg to rozpuszcza. I w ten sposób Bóg mnie chroni przed złem, prawda? Przed uwikłaniem w zło i przed tym, żeby zło weszło we mnie. Wystarczy tylko się w Nim zanurzyć”.   Pan Bóg pozostawia nam wolną wolę, a więc możemy wybrać, czy chcemy współpracować z Jego łaską. A łaska buduje na naturze, jak mówił św. Tomasz, czyli aby łaska mogła się objawić poprzez komunikację międzyludzką,  trzeba wiedzieć, jakie są prawidła tej komunikacji, czyli jakiego typu komunikacja wzmacnia drugiego człowieka, błogosławi mu, buduje komunię z nim. Jest to wiedza, którą zajmuje się psychologia i pedagogika. Mamy też wolną wolę, jak odnosimy się do urazów i zranień w sobie.  Jest to nasz wybór, czy chcemy pielęgnować poczucie krzywdy, które nas i relację z drugim człowiekiem zatruwa i wystawia na działanie zła, czy otworzymy się na przebaczenie, oczyszczenie relacji, wejście uzdrawiającej mocy i łaski Boga w te bolesne, trudne obszary w nas.   Ociec Józef Witko pisze w książce „Uzdrawiająca moc przebaczenia” s. 184 następujące słowa: „Bóg nie chce, aby w naszych relacjach z drugim człowiekiem panowała obojętność, złość, gniew czy nienawiść, ale by łączyła nas miłość. Bez naszego przebaczenia Bóg nie może nam pomóc, nie może nas uzdrowić. Przebaczenie jest dla nas jedyną drogą do uzdrowienia tych głębokich i bolesnych ran. Jeżeli nasze serce wyrzuca nam, że mamy z kimś złą relację, że mamy komuś coś do zarzucenia lub ktoś ma do nas jakieś pretensje, jest to znak, że najwyższy już czas, aby przebaczyć i zrezygnować z urazy, którą chowamy w sercu…w Ewangelii wg św. Mateusza Jezus mówi „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz,, że brat twój ma coś przeciwko tobie, zostaw tam dar twój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! (Mt 5, 23-24). Bóg wzywa nas do nie tylko do tego, abyśmy przebaczyli. On oczekuje od nas także, abyśmy, jeżeli będzie taka konieczność, byli gotowi podjąć kroki wiodące do POJEDNANIA. Może się bowiem okazać, że osoba, która nas zraniła, nie ma na tyle odwagi aby się z nami spotkać i się pojednać. Zatem Bóg oczekuje od nas, swoich dzieci, dwóch postaw, dwóch konkretnych zachowań, które wcale nie są łatwe:  

  1. JEŻELI WIESZ, ŻE MASZ COŚ PRZECIWKO KOMUŚ, TO MUSISZ PRZEBACZYĆ,
  2. JEŻELI UŚWIADAMIASZ SOBIE, ŻE KTOŚ MOŻE MIEĆ COŚ PRZECIW TO IDŹ I POJEDNAJ SIĘ Z NIM.

  W obu przypadkach to my powinniśmy wyjść z inicjatywą…. Pamiętajmy – aby móc liczyć na BOŻE PRZEBACZENIE, musimy być gotowi przebaczyć naszym bliźnim”.   W Kazaniu na Górze, Jezus mówi – „Błogosławieni pokój czyniący albowiem oni synami Bożymi zostaną nazwani”(Mt 5,9).) Czy chcemy być synami i córkami Bożymi, w Trójcy Świętej? Gdy otwieramy swoje serca i umysły na przepływ Bożej miłości, miłosierdzia poprzez dążenie do przebaczenia i pojednania, czyli do wprowadzenia pokoju w sobie i z innymi ludźmi – urzeczywistniamy niejako obecność Boga pośród nas. Realizujemy Boży nakaz, abyśmy stanowili Jego Ciało jako że jesteśmy Jego ludem, powszechnym kapłaństwem. Mistycznym Ciałem Chrystusa jako Jego Kościół.   Czy chrześcijanie tak siebie postrzegają? Czy mają dobrą wolę i inicjatywę? O. Józef Witko pisze s.145 … „Zatem to nie obcy, nie nasi wrogowie, ale ci, którzy są najbliżej nas, z którymi żyjemy na co dzień, w naszych domach, z którymi wspólnie uczestniczymy we Mszy św., z którymi się modlimy we wspólnotach, z którymi wspólnie pracujemy – to oni najbardziej, najdotkliwiej nas ranią….To od nich oczekujesz bowiem najwięcej miłości, troski i akceptacji. Tym samym wymagasz od nich więcej, niż od innych, gdyż więcej dałeś im z siebie. Egoizm rządzi nie tylko w dzisiejszym świecie, ale również w naszych wspólnotach i naszych rodzinach. My wszyscy – mężczyźni i kobiety – jesteśmy tak skupieni na sobie, że nie widzimy w swoim zachowaniu lekceważenia czy nawet pogardy, jaką okazujemy przecież nie tylko obcym, nie tylko tym, z którymi spotykamy się na co dzień, ale również naszym bliskim, których kochamy i na których nam zależy. Nie widzimy ran, które im w ten sposób zadajemy. Nie widzimy, jak ich krzywdzimy, powodując w ten sposób pogorszenie się wzajemnych relacji. Św. Paweł w Drugim Liście do Tymoteusza pisze że „Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdradzieccy, zuchwali, , nadęci, miłujący bardziej rozkosze niż Boga, będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy”(2 Tm 3, 1-5) Zauważmy, ze te słowa kieruje św. Paweł nie do pogan, ale do wierzących. Kieruje je do tych, którzy okazują jedynie pozór pobożności, jednak w duchu wyrzekli się jej mocy. Przyznają się do wiary, ale nią nie żyją. Mówią, że są chrześcijanami, katolikami, ale to są tylko puste słowa. Życie bowiem pokazuje, jak bardzo oddalili się od Boga, który jest Miłością. Dopuścili do siebie nienawiść, a ona jest ciemnością….. Stajemy się ciemnością, która odstrasza od wiary innych, która całkowicie tej deklaratywnej wierze zaprzecza…. Jezus powiedział, że przyjdą czasy, kiedy ludzie będą urażeni. Że nie da się tego uniknąć i nie da się żyć na tym świecie, nie znalazłszy się w sytuacji, w której nie zostalibyśmy skrzywdzeni, zranieni, a co za tym idzie – urażeni. Mimo to wielu z nas jest zszokowanych, oszołomionych czy zdziwionych, gdy tak się dzieje. Wydaje się nam, że to my jesteśmy jedynymi pokrzywdzonymi, że to tylko nam dzieje się krzywda. Taka postawa sprawia, że w naszym sercu tak łatwo pojawia się uczucie zgorzknienia. Pamiętajmy mimo wszystko o tym, że to nasza reakcja na doznawaną krzywdę decyduje o naszym samopoczuciu, a nie sama krzywda.  Ci, którzy się kłócą, którzy się znieważają i trwają w swoim uporze, zawsze wpadają w pułapkę zastawioną na nich przez Szatana., który…mocno ich trzyma, zatruwa umysł i zmusza do wyrządzania krzywd tym, którzy najbardziej ich kochają, z którymi żyją na co dzień….Nie zmienimy się, jeżeli myślimy, że wszystko z nami jest w porządku, a zmiany wymagają jedynie świat i inni ludzie. Pycha zatwardza nasze serca, zaślepia nasze oczy i prawidłowe rozumowanie. To ona prowadzi nas do upadku, powstrzymuje nasze serce od nawrócenia… Fakt, że zostaliśmy źle potraktowani, nie usprawiedliwia naszego postępowania i chowania urazy. Jezus wzywa przecież każdego z nas do nieustannego przebaczania doznawanych krzywd. Mimo wezwania Jezusa do przebaczania, my chrześcijanie mamy z tym problem. Dlaczego tak się dzieje?”   Ojciec J. Witko bardzo przystępnie wyjaśnia przyczyny tego stanu rzeczy, mówi o miłości warunkowej i bezwarunkowej. Aby kochać bezwarunkowo potrzeba odwagi i wyjścia poza swoją „sferę komfortu”. To Bóg nam daje potrzebne do tego siły, uzdalnia nas do tej autentycznej, głębokiej, życiodajnej, bezwarunkowej miłości. Takiej miłości, jaką opisuje św. Paweł w 1. Liście do Koryntian 13, 1-13. Ojciec Witko pisze, ze wszelkie nasze modlitwy tracą znaczenie, przestają się liczyć praktyki religijne, bezwartościowe stają się posty – jeżeli nie kochamy i nie wykazujemy woli, aby przebaczyć. Tak naprawdę liczy się bowiem tylko Miłość, która nadaje wartość naszemu życiu i tylko jej Bóg od nas oczekuje.   Jeśli przyjmiemy, że komunikacja jest narzędziem, sposobem do budowania komunii miedzy ludźmi, a więc więzów opartych na miłości i pokoju, które przenika miłość i miłosierdzie Boga, by mogła przejawiać się, płynąć Jego łaska –  czyż nie należy śmiało i prawdziwie powiedzieć, że w komunikacji międzyludzkiej jest Bóg? A w każdym razie może przejawiać się Bóg, Syn Boży Jezus Chrystus, Duch Święty.   Może też być odwrotnie – w komunikacji może przejawiać się Szatan. Do nas należy wybór, czy chcemy błogosławić drugiemu przez komunikację, czy też trwać w urazie, złorzeczyć, przeklinać. Co wybierzesz, to będzie ci dane.   Taka postawę i błogosławiący sposób komunikacji, dążący do budowania komunii miedzy ludźmi, przede wszystkim w rodzinie, między rodzicem a dzieckiem, współmałżonkami, w innych relacjach w rodzinie, ale też we wspólnocie kościoła, sąsiedzkiej, w pracy – można określić jako urzeczywistnianie Bożego miłosierdzia.   Tak właśnie określiła to pani redaktor Ewa Pietrzak z Radia Warszawa, która przeprowadziła ze mną wywiad 30 grudnia 2015 roku. Przytaczam fragmenty tego wywiadu: Mira Kępka – … Możemy powstrzymać napór zła, który na nas spada… wynikający często z nieświadomości innych ludzi, możemy ten napór zatrzymać, rozbroić a w każdym razie możemy nie reagować. To jest bardzo trudne i do tego trzeba dużego treningu i dużej świadomości, ale jest to możliwe. Redaktor Ewa Pietrzak –   A ja myślę, że trzeba chyba wtedy stać się po prostu niemową.

  1. Kępka – Tak, ma pani redaktor bardzo dużą rację, rzeczywiście … Pewne zdarzenie z moją córką było przykre dla mnie, poczułam w sobie dużo złości, niezgody na to, ale oczywiście miałam gdzieś w głowie świadomość mechanizmów, jakie w takim momencie wzburzenia rządzą emocjami i psychiką, w związku z tym poprosiłam, abyśmy zamilkły, że jestem bardzo zdenerwowana i po prostu potrzebuję w tym momencie ochłonąć. Nazywa się to reakcją odroczoną czyli takim stanem, dzięki któremu można ochronić siebie i drugą osobę, żeby z naszych ust nie padły komunikaty, które mogą zranić, które są destrukcyjne. Trzeba po prostu ochłonąć, czasami można mieć na to parę chwil, czasami wiele godzin.
  2. Pietrzak – Ale w środku co sobie pomyślimy, to pomyślimy.
  3. Kępka – Przede wszystkim pomaga nam to zastanowić się nad sytuacją,… zrobić swój „rachunek sumienia”, jaka jest moja odpowiedzialność za to co się dzieje, najczęściej jakaś jest. W związku z tym warto tę odpowiedzialność wziąć – za to, czego się nie zrobiło i nie mieć pretensji do kogoś, że nie sprostał naszym oczekiwaniom, kiedy my sami też przyczyniliśmy się do powstania tej sytuacji. Jest więc czas, by uświadomić sobie, że coś jest nie w porządku, jeżeli chodzi o nasz sposób postępowania. No i przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, jaką wartością jest ten drugi człowiek dla mnie, że nawet jeżeli on czegoś nie zrobi, nawet jeżeli nasze oczekiwania są zawiedzione, to przecież nie powinno to stać ponad moją miłość do tego człowieka i budowanie z nim relacji. I też ważne jest zrozumienie, dlaczego on to zrobił lub nie zrobił, co zrobił. Taka postawa tolerancji, zrozumienia, cierpliwości.
  4. Pietrzak – Dla mnie to po prostu triumf roku miłosierdzia!
  5. Kępka – Tak! A wie pani co, nie pomyślałam o tym w ten sposób, ale ma pani rację można to nazwać absolutnie miłosierdziem, wobec siebie samego, wobec drugiej osoby, a przede wszystkim można to nazwać triumfem naszej wiary, naszej ufności że jednak nasz Bóg miłosierny pomaga nam w takich sytuacjach,  wspiera nas.  Bo to jest też decyzja – trzeba to sobie uświadomić, że postawa błogosławienia lub przeklinania jest naprawdę naszą decyzją i jeżeli my ze wszystkich sił wołamy do Boga o pomoc, też staramy się w tej postawie wytrwać, to wtedy te siły przychodzą.
  6. Pietrzak – Aha czyli naucz mnie Panie Boże mocy błogosławieństwa i przekazania jej moim najbliższym i napotkanym na drodze osobom.

Rozmowa z Ewą Pietrzak pomogła mi uświadomić sobie, dodała odwagi, aby tak to wyartykułować – że komunikacja między ludźmi może być aktem miłosierdzia. Miłosierdzia Boga wobec człowieka, który daje swą moc, natchnienie w przebieg tej komunikacje, gdy się Go o to prosi, zaprasza, otwiera na działanie Jego łaski. Może być też aktem miłosierdzia człowieka do drugiego człowieka – dziecka, współmałżonka, rodzica, kolegi, współpracownika, osoby ze wspólnoty kościoła, sąsiada – krótko mówiąc wobec bliźniego – kiedy z zaproszeniem Bożego wpływu, pomocy, wyciągamy rękę do tego człowieka, komunikując się w duchu pokoju, porozumienia, pojednania, miłości bliźniego.   Kiedy kilka lat temu spotykaliśmy się regularnie w grupie osób zainteresowanych metodą kręgów naprawczych, nasz trener Tomasz Bagiński z Fundacji Świadomego Rozwoju, zaproponował ćwiczenie, abyśmy w ciszy skoncentrowali się na własnym wnętrzu, sercu i zadali sobie pytanie, czym są dla mnie kręgi naprawcze. Po chwili zadumy, oczyma wyobraźni, ujrzałam wizerunek Jezusa Chrystusa z obrazu „Jezu, ufam tobie” z promieniami padającymi  z Jego serca. Miłosierdzie. Takie skojarzenie było mi dane, że jest to miłosierdzie, jakie Bóg daje ludziom, że kręgi naprawcze, jako technika, metoda komunikacyjna jest narzędziem, przez które może się objawiać Boże miłosierdzie. Czyż to nie jest piękne?! Byłam tym mocno poruszona, zadziwiona tym odkryciem.   Mamy teraz rok miłosierdzia w Kościele katolickim. Czy mówiąc, myśląc o miłosierdziu uświadamiamy sobie, że to, w jaki sposób się komunikujemy, może być aktem miłosierdzia wobec drugiego człowieka? Tak, jak wybrzmiało to w wywiadzie radiowym, jaki przeprowadziła ze mną Ewa Pietrzak, co powyżej opisałam.   Czyny miłosierdzia, jak o tym czytam i słyszę w kościele, kojarzą się najczęściej z organizowaniem materialnej pomocy potrzebującym, karmieniem głodnych, wspieraniem i opieką ludzi chorych, niepełnosprawnych, bezdomnych,  gościną dla pielgrzymów, wspieraniem wypoczynku i formacji dzieci i młodzieży. Czyli wygląda na to, że główny ciężar w dzisiejszych czasach jest położony na uczynkach miłosierdzia względem ciała.   A przecież równie ważne są uczynki miłosierdzia względem ducha, jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego, których sposobem, narzędziem realizacji jest komunikacja międzyludzka. Kiedy czytamy miedzy innymi: urazy chętnie darować, strapionych pocieszać, wątpiącym dobrze radzić, nasuwa się obraz przynajmniej dwóch osób, które są ze sobą w kontakcie, komunikują się i jakości tej komunikacji wpływa na każdą z tych osób, a także na ich wzajemną relację i życie każdej z nich. „Gdzie dwaj lub trzej zbierają się w imię moje, tam jestem pośród nich”(Mt 18, 20).   Kiedy byłam niedawno w Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, zauważyłam przy stajence ze Święta Rodziną dużo serc, przygotowanych przez dzieci, zawieszonych na choince, leżących obok, z napisanymi na nich dobrymi uczynkami, jakie one zrobiły. Były tam opisane różne czynności, jak np.: pomogłam mamie w sprzątaniu, odkurzyłam pokój, pomogłam tacie pakować zakupy, przypilnowałam braciszka, byłam grzeczna, dobra dla innych itp. Moją uwagę zwrócił fakt, że na tych kartkach – sercach nie znalazłam opisu związanego z wejściem w dobrą, wspierającą, słowną relację z drugim człowiekiem. A mogłoby to brzmieć następująco: wyciągnęłam rękę do zgody z kolegą; pocieszyłem w rozmowie zmartwioną koleżankę; zaprosiłem samotnego kolegę do wspólnej zabawy; pochwaliłam mamę, że zrobiła pyszny obiad; przeprosiłam panią nauczycielkę, której zrobiłam przykrość głośnym zachowaniem; powiedziałam tacie komplement, że mądrze mi doradził, jak rozwiązać problem w szkole. Takich tekstów, czy podobnych, nie znalazłam na tych sercach. Wygląda na to, że dzieci po prostu nie kojarzą takich zachowań z dobrymi uczynkami, czy inaczej uczynkami miłosierdzia wobec najbliższego otoczenia. A my dorośli? Prawdopodobnie również nie.   W moim przekonaniu, w obecnym czasie mocnego działania Ducha Świętego w Kościele, w czasie głoszenia potrzeby Nowej Ewangelizacji, uczynki miłosierdzia względem ducha niejako upominają się o przywrócenie im, czy też nadanie nowego znaczenia, nowej wartości i ważności. Są one związane z błogosławiącym wymiarem komunikacji międzyludzkiej, czyli takiej przez które płynie moc i łaska Boga.   Taka komunikacja wymaga uważności, umiejętności, życzliwego nastawienia do drugiej osoby, ale przede wszystkim wymaga świadomej, dobrowolnej decyzji, że chcę dobra dla drugiego człowieka, chcę pokonywać swoje uprzedzenia względem niego, chcę po prostu być człowiekiem przyjaznym, miłym, pomocnym dla drugiego, nawet jak ta druga osoba niekoniecznie taka jest względem mnie. Wymaga to najczęściej rezygnacji ze swojej sfery komfortu, wysiłku, przełamania swojego  egoizmu. A przede wszystkim wymaga zaproszenia Boga do tej komunikacji, ponieważ „Bez Niego nic uczynić nie możemy”(J 15,5). Czasami wymaga też pomocy osoby z zewnątrz, która może pomóc – psychoedukatora, terapeuty, mediatora, facylitatora. Psychologia  wspiera teologię, a teologia nadaje psychologii duchową głębię. Ksiądz Tadeusz Kotlewski mówi wręcz, że w dzisiejszych czasach nie można skutecznie uprawiać teologii bez psychologii. „Teologia bez psychologii staje się abstrakcyjna, a psychologia bez teologii staje się niebezpieczna.”   Teologia i psychologia dla nas, chrześcijan, są sobie nawzajem bardzo potrzebne, uzupełniają się. Aby nasze chrześcijaństwo i łączność z Panem Jezusem Chrystusem mogła się realizować, abyśmy umieli tworzyć trwałe, nacechowane miłością bezwarunkową związki: małżeńskie, rodzicielskie, przyjacielskie, ludzkie, potrzebujemy wszystkiego jednocześnie – modlitwy, praktykowania naszej wiary, uczestniczenia w życiu Kościoła, umiejętnej, błogosławiącej komunikacji i świadomego wyboru naszej postawy – otwartej na działanie miłości i miłosierdzia Boga w naszym życiu.   Warszawa, dnia 11 lutego 2016                                                                              Mirosława Elżbieta (Mira) Kępka             Pisząc ten artykuł korzystałam z następujących źródeł: – Ks. Zbigniew Wądrzyk – „Błogosławieństwo i przekleństwo” – rekolekcje, Żdżary, Warszawa, 2015 – O. Józef Witko OFM: „Uzdrawiająca moc przebaczenia”, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2012 – O. Józef Witko OFM: Rekolekcje w Zambrowie 21-22 lutego 2015 r – nagranie w Internecie – Jacek Pulikowski: „Jak budować więzi w rodzinie”. Wydawnictwo Fides, Kraków. 2011 – Rozmowa z Jackiem Racięckim przeprowadzona dnia 24.07.2015 „Zagrożenia duchowe wynikające z braku kompetencji emocjonalnych i komunikacyjnych” – zamieszczona na stronie internetowej Parafii na Wrzecionie. – Mira Kępka – O właściwej komunikacji w rodzinie – Rozmowa Radia Warszawa, 30.12.2015 – Kazania i wypowiedzi następujących księży: Stanisław Warzeszak, Marek Starowieyski, Tadeusz Kotlewski, 2014, 2015