proboszcz bertoni (2)

Refleksje związane ze śmiercią śp. Ks. Stanisława Warzeszaka (Wrzeciono, 24.12.2017 r.)

Chciałem najpierw bardzo serdecznie podziękować Księdzu Proboszczowi Markowi Szymuli za zaproszenie mnie na tę Mszę św. i w ogóle za tę inicjatywę, by każdego 24 dnia kolejnego miesiąca odprawiać Mszę św. o zbawienie nagle zmarłego swego poprzednika, Proboszcza, a mojego brata. W zasadzie nie powinno się na kazaniach opowiadać o snach, ale kilka dni po zaproszeniu mnie przez Księdza Proboszcza miałem taki sen: wszedłem do dużej sali, a przy stole siedział brat i miał przed sobą książkę z intencjami. Wstał i zapytał mnie: „Słuchaj, czy mógłbyś u nas odprawić w niedzielę Mszę św.?” Odpowiedziałem: „Mogę”. Na to on powiedział: „dobrze, to odpraw”. I na tym się rozmowa skończyła. Jeżeli wierzyć w ten sen, jeden, jedyny, jak dotychczas, to sam brat mnie poprosił o tę Mszę sw. Ale niezależnie od tego odżyło w mojej podświadomości żelazne pytanie, które wielokrotnie kierował do mnie w życiu. Czy mógłbyś? Czy mógłbyś wziąć za mnie wykład, bo wyjeżdżam do Petersburga? Kiedy prowadził studia dla świeckich na Papieskim Wydziale Teologicznym, dzwonił do mnie i pytał „Czy mógłbyś wziąć za tego lub tamtego profesora wykład, bo on nie może”? Czy mógłbyś się zamienić ze mną czy z kimś innym? Ale też i ja go nieraz prosiłem, żeby pojechał gdzieś za mnie, żeby wygłosił gdzieś homilię, czy konferencję. Niestety już skończyło się to wzajemne zastępowanie.

          Jeszcze raz chciałem podziękować wszystkim Księżom za ich współpracę z bratem, a po śmierci, za zorganizowanie uroczystości pogrzebowych. Dziękuję Siostrom Salezjankom za ich współpracę, za udekorowanie kościoła, wszelkie modlitwy. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do uświetnienia uroczystości pogrzebowych.

Chciałem też podziękować wszystkim parafianom za to, że otaczaliście brata tak wielką życzliwością, posłuchem, wsparciem finansowym i modlitewnym, doradztwem. Dzięki wam mógł realizować wszelkie inicjatywny duszpasterskie i gospodarcze. Dziękuję bardzo za tak liczny udział w uroczystościach pogrzebowych. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którzy podjęli trud i przyjechali na pogrzeb w strony rodzinne, do Lipnicy Wielkiej. Dziękuję wszystkim za wszystkie modlitwy zanoszone do Boga w jego intencji. Znając brata, jestem pewien, że jeżeli będzie miał taką możliwość, to z tamtej strony będzie się odwdzięczał wstawiennictwem u Boga i Matki Najświętszej.

          Choć w świetle dokumentacji medycznej coraz więcej wiadomo o śmierci brata, to jednak nadal pozostaje tajemnicą, co tak naprawdę było ostateczną przyczyną. Z tego co wiem, rano o godz. 7.15 odprawił Mszę św., zjadł śniadanie, usiadł do komputera i o godz. 8,18 zaczął pisać przedmowę do książki Pani Miry Kępki, a zakończył o godz. 9,19. Wydrukował i pozostawił na biurku obok komputera. Oddałem go autorce książki i został wydrukowany. Przed dziesiątą poszedł do ogrodu Niepokalanej, jak go sam nazwał, gdzie podłączał prąd do oświetlenia kamieni. Około jedenastej rozmawiał jeszcze z Księdzem Prałatem, po czym wyjechał, żeby zwiedzić pałac w Opino Górze w towarzystwie zaprzyjaźnionego małżeństwa. O godz. 12.00 odmówili wspólnie w samochodzie modlitwę Anioł Pański, pomodlili się za dusze w czyśćcu cierpiące. On zaczął się czuć źle, myślał, że poprawi jego samopoczucie wypicie kawy. Około 12.30 zaczęła się agonia, a o godz. 16.00 uznano go za zmarłego. Jak to nie wiadomo, która modlitwa będzie ostatnia w naszym życiu. Jakże przy tak nagłej śmierci urealniają się słowa adwentowej przestrogi Jezusowej: „Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny”. Kiedyś brał udział w sympozjum zorganizowanym w Seminarium Warszawsko Praskim na temat: Jak żyć w obliczu śmierci? Sam omawiał dokument Kongregacji, w której zdefiniowana jest śmierć jako czynności mózgu i pracy serca, po czym można uznać człowieka za zmarłego i nie stosować uporczywej terapii. Tak się stało w jego wypadku. Choć inne organy były zdrowe, mógł żyć, to jednak nastąpiła śmierć mózgowa: z jakiej ostatecznie przyczyny, nie wiadomo. W swoim portfelu nosił deklarację – zgodę na pobranie organów w razie jego śmierci. Nie zdążono. Miał też w portfelu prośbę, by w razie zagrożenia życia wezwać kapłana.

          We wspomnianym ostatnim słowie przygotowanym do druku zawarta jest synteza jego rozumienia pracy duszpasterskiej. Pisze, że celem duszpasterstwa jest wskazywanie człowiekowi drogi do spotkania osobistego z Bogiem. Zaś do tego spotkania dochodzi przez słuchanie słowa Bożego, życie sakramentalne, modlitwę i uczestnictwo w życiu wspólnoty Kościoła. Do tego spotkania pomagała niegdyś filozofia, która stawiała egzystencjalne pytania: skąd pochodzi człowiek i dokąd zmierza, jaki jest sens jego życia. Dzisiaj pomocne okazują się nauki humanistyczne, jak psychologia, pedagogika, socjologia i inne. Bratu bardzo zależało, by wykorzystać wszelkie środki współczesnej wiedzy do tego, by przybliżać wiernych do Boga. Dlatego popierał każdą inicjatywę duszpasterską w parafii, każdy ruch, także warsztaty „błogosławiącej komunikacji”.

          W przemówieniu powitalnym w czasie wizytacji Księdza Kardynała Kazimierza Nycza w ubiegłym roku powiedział, że chce, by tutejszy kościół uczynić domem Bożym, w którym parafianie odnajdywaliby się u siebie, a parafię miejscem uwielbienia Boga, miejscem naśladowania Chrystusa i Niepokalanej Jego Matki, gdzie nieustannie przypominaliby sobie, że są przeznaczeni do rzeczy wyższych. Zawsze aktualne pozostaną jego słowa z tego przemówienia: „najważniejszym celem działalności naszej parafii pozostaje rozmodlenie wiernych, a szczególnie troska o życie duchowe młodych. Celem naszej misji jest niestrudzone dążenie do rozwijania żywej relacji do Boga każdego z naszych parafian”. Temu rozmodleniu ma służyć oczywiście kościół i artystyczny jego wystrój, piękno śpiewu i gry organowej, ale też kaplica adoracji oraz piękny ogród Niepokalanej wraz z kaplicą Matki Bożej Fatimskiej. Sądzę, że nie starał się wiązać wiernych ze swą osobą, lecz z tym, który go posłał – Chrystusem i Jego Matką. W swym testamencie napisał swym bliskim: do spotkania w niebie. O to się gorąco modlimy i ufamy w miłosierdzie Boże, że tam oczekuje na spotkanie ze swą rodziną, tam oczekuje na spotkanie ze swymi parafianami, że tam wyprasza łaskę wiary, nadziei i miłości, łaskę szczęścia wiecznego dla każdego z nas. To jest jedyne pocieszenie w tych chwilach żałoby po jego śmierci, ale też wielki dla nas zobowiązanie, byśmy tak żyli, abyśmy kiedyś dar nieba otrzymali.

          Mój kolega, który był w wojsku jako kleryk, stara się mnie pocieszać, mówiąc: w życiu jest jak na wojnie: jeden żołnierz ginie, a drugi wchodzi na jego miejsce, idzie naprzód i walczy. Tak też na miejsce brata przyszedł nowy proboszcz i wraz ze wszystkimi kapłanami pomocnikami niesie naprzód w przyszłość ojczyzny znicz wiary, nadziei i miłości. Ale ten znicz wiary, trzeba, żeby podjęli kiedyś nowi kandydaci do kapłaństwa. Jest tylu ministrantów i bielanek, tylu chłopców i dziewcząt i trzeba, że zechcieli poświęcić swe życie wielkiej sprawie życia kapłańskiego czy konsekrowanego. Trzeba, jak Maryja w Ewangelii zwiastowania powiedzieć: „Oto ja służebnica Pańska, niech się dzieje wola Twoja, Panie, w moim życiu”. Trzeba, żeby powstał nie jeden młody człowiek i odważnie wszedł w szeregi kapłańskie i głosił Ewangelię życia i radości. Niech ta nagła i niespodziewana śmierć gorliwego kapłana przyniesie jakiś owoc w postaci powołania do kapłaństwa. Oby tak się stało. Będzie to powód do radości dla całej parafii. Tego z całego serca życzę w przeddzień Bożego Narodzenia.

Ks. Józef Warzeszak